Milkshake z kinder bueno white.

Brak blendera trochę mi doskwiera, ale czego się nie robi dla potrzeby! Ręczny blender też się sprawdzi :) Milkshake z kinder bueno miałam okazję pić będąc na kawie z Joasią z Halal Mama i tak bardzo mi posmakował, że zapisałam sobie na lodówce notkę “Zrobić shake z kinder bueno!”. Wakacje trochę plany pokrzyżowały, ale lepiej późno niż wcale. W końcu się ogarnęłam i zrobiłam, z wersją białą kinder bueno, bo jakoś tą lubię bardziej – wyszło przepyyyyyysznie! Na pewno będę kombinować z innymi batonami, smaczny i prosty deser.

kinder bueno shake

Milkshake kinder bueno white

Składniki (dla 2 osób):

  • 4 kulki lodów waniliowych
  • 2,5 batoniki kinder bueno white (lub wersja czekoladowa)
  • pół do jednej szklanki mleka (zależy jak gęsty ma być shake)

Sposób przygotowania:

Do blendera wrzucamy lody, mleko i połamane batoniki – miksujemy na gładką masę. Tak samo w przypadku blendera ręcznego. Mleko dobrze jest dolewać partiami i dostosować sobie gęstość taką jaka nam odpowiada. Prawda, że proste?

milkshake kinder bueno white

 

Marakesz (zdjęcia).

Miałam nie robić osobnego wpisu o Marakeszu, żeby Was nie zanudzić swoimi opowieściami, ale obiecałam Shinju że wrzucę zdjęcia z Marakeszu więc nie odpuszczam i jeszcze przez jakiś czas będę Was Marokiem zadręczać :)

Ogólne wrażenie po wizycie w Marakeszu – piękne miasto, choć pewnie późnym popołudniem łatwiej byłoby się w nim poruszać. My przyjechaliśmy około 10, trafiliśmy w największy upał gdzie w cieniu temperatura sięgała 37 C, nie mam pojęcia ile było w słońcu, ale poruszając się po głównym rynku miałam wrażenie, że moja skóra płonie – dosłownie! Uwielbiam słońce i zawsze wykorzystam okazję, żeby się troszkę podsmażyć, ale nawet i dla Mnie to było zdecydowanie za dużo :) I zapach na głównym rynku był nie do zniesienia – pełno zwierząt, od małp, przez konie po węże, niósł za sobą fetor okropny gdziekolwiek się poszło. Chwilę wytchnienia złapałam w cieniu Souk (market) gdzie można było odpocząć od palącego słońca i smrodku :)

Mała uwaga – jeśli korzystacie z biura oferującego przejazd do Marakeszu, gdzie na miejscu przewodnik oprowadzi Was po ważniejszych zabytkach, nigdy na końcu nie idźcie do restauracji którą Wam poleci. Nasz upierał się, że to prawdziwa marokańska restauracja, gdzie nie jadają turyści a gdy w końcu nas tam zaprowadził okazało się zupełnie odwrotnie – restauracja typowo nastawiona na turystów a w dodatku tak droga (180 dirham na głowę za tajine i napój, plus owoce i sałatka – za to samo zapłaciliśmy 130 na dwie osoby w innej przydrożnej knajpce). My szybko się zmyliśmy, ale inni dali się złapać, choć później bardzo tego żałowali :) Jeśli czujecie się w miarę okej z angielskim/francuskim/arabskim to nie polecam Wam brać wycieczek oferowanych na miejscu przez Itakę – z naszego hotelu pojechało sporo polaków, za cenę 1400 dirham na głowę i praktycznie cały czas w Marakeszu się z nimi spotykaliśmy :) Później okazało się, że sporo przepłacili bo inne biura oferowały ceny dużo niższe za to samo ( w naszym przypadku 700 dirham za dwie osoby). Pojechaliśmy tam z myślą o chodzeniu i jedzeniu na własną rękę i wcale się nie zawiedliśmy!

DSC_0365W drodze do Marakeszu. Domy w których mieszka spora część Marokańczyków na wsiach.

DSC_0381Przedmieścia Marakeszu…

DSC_0386Sprzedawca arbuzów.

DSC_0401Mimo ogromnego upału, piękne zielone parki!

DSC_0433W drodze na Souk…

DSC_0450Pałac Bahia w Marakeszu i pomarańcze na każdym drzewie!

DSC_0493Stoisko z daktylami! Gdybym miała jak, pewnie połowę bym wykupiła :)

DSC_0499Piękne ręcznie wykonane lampy!

DSC_0502Stoisko z marokańskimi słodyczami w Marakeszu

DSC_0528Część rynku w Marakeszu

DSC_0539Zaklincze węży. Za cholerę nie podeszłam bliżej :D

DSC_0543Sprzedawcy oliwek i cytryn (Souk)

DSC_0545Sok ze świeżych pomrańczy na wyciągnięcie ręki (4 dirham)

DSC_0551I na zakończenie wycieczki…..słodycze!

Makaron z sosem “Alfredo” z pieczonej papryki i sera feta.

Przeszukując pinterest w poszukiwaniu inspiracji, natknęłam się na kuszące zdjęcie makaronu w jakimś kremowym, pastelowo czerwonym sosie. Jako, że lubię takiego typu obiady, szybko znalazłam link do przepisu a tym samym do bloga Lauren’s Latest. Autorka przedstawia przepis na sos Alfredo z pieczonej papryki z dodatkiem koziego sera, sama za serem kozim nie przepadam więc zastąpiłam go serem feta. Sos okazał się świetnym obiadem i lunchem do pracy! Połówek podsumował – “Summer is coming to our kitchen”!

sos alfredo sauce roasted pepper

Makaron z sosem Alfredo z pieczonej papryki i sera feta

Składniki:

  • 2 duże czerwone papryki
  • 2 łyżki oliwy
  • 1 mała cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • 200 ml śmietany (do zup/sosów – angielska single cream)
  • 100 g sera feta
  • 100 g startego parmezanu
  • 150-200 g makaronu wstążki
  • sól / pieprz do smaku

Sposób przygotowania:

Rozgrzewamy piekarnik (bez termoobiegu) 160 st. Na wyłożoną folią formę do pieczenia kładziemy papryki i zapiekamy przez 30-35 minut, do momentu aż papryka będzie lekko ciemna/spalona z zewnątrz. Po tym czasie wyciągamy z piekarnika i przykrywamy folią na 10 minut aż przestygną. W międzyczasie obieramy cebulę i czosnek i kroimy w drobną kostkę. Ser rozdrabniamy na małe kawałki. Makaron gotujemy według opisu na opakowaniu i odstawiamy na bok pod przykryciem. Cebulę i czosnek smażymy (przez 5-7 minut aż zmiękną) na małym ogniu w średnim garnku z dodatkiem oliwy. Wlewamy do cebuli śmietanę, dodajemy ser feta i doprawiamy pieprzem/solą do smakku. Z papryki zdejmujemy skórę, pozbywamy gniazd nasiennych i pestek. Garnek z serem i śmietaną zdejmujemy z ognia i wrzucamy paprykę. Przy użyciu blendera miksujemy sos na gładką masę. Sos wstawiamy na bardzo mały ogień, dodajemy starty parmezan i wrzucamy makaron – wszystko razem dokładnie mieszamy i podajemy! Można dodatkowo udekorować parmezanem na talerzu.

sos alfredo z pieczonej papryki

Fondant waniliowy (Lava Cake)

Deser chyba każdemu dobrze znany w wersji czekoladowej :) Jakiś czas temu wpadł mi w oko przepis na taki deser w wersji waniliowej – postanowiłam spróbować :) Przepis w oryginale pochodzi ze strony “My shadowland”, ja korzystałam z wersji zrobionej przez autora bloga “Gotuj z Wojciechem”. Wyszedł bardzo smaczny, waniliowy i słodki deser idealny na przedwiosenne popołudnie :)

waniliowy fondant wanilla lava cake

Fondant Waniliowy

Składniki (na 4 ramekiny):

  • 100 g białej czekolady
  • 100 g masła + łyżka do wysmarowania ramekinów
  • 2 jajka
  • 2 żółtka
  • 80 g cukru
  • 20 g cukru z prawdziwą wanilią
  • 100 g mąki
  • 1 łyżeczka esencji waniliowej
  • 1 łyżka kakao
  • 4 łyżeczki cukru pudru

Sposób przygotowania:

Piekarnik nagrzać do 180 stopni. 4 ramekiny wysmarować masłem, wsypać po łyżeczce cukru pudru i dokładnie rozprowadzić po dnie i ściankach naczynia, wstawić do lodówki. Czekoladę roztopić w kąpieli wodnej, dodać pokrojone w kostkę masło i wymieszać całość na zwartą masę. Odstawić do ostygnięcia. Jajka oraz dodatkowe żółtka ubić z cukrami aż do całkowitego połączenia składników, dodać mąkę i ubijać jeszcze chwilę. Dodać esencję waniliową oraz masę czekoladową, wymieszać dokładnie. Mase rozlać do oziębionych foremek i wstawić do nagrzanego piekarnika na około 10-15 minut.

waniliowy fondant wanilla lava cake

Gdzie warto zjeść (i czego unikać) w Agadir, Maroko? cz II.

Postanowiłam podzielić posty na dwie części. Po przejrzeniu pierwszej doszłam do wniosku, że jednak jest dość obszerna i dodanie kolejnych podpuntków zrobiłoby z tego  rozwlekły post :) Właśnie zauważyłam, że sporo w tamtym poście jest grillowanych potraw, w tym już troszkę bardziej tradycyjnie – tajine i kuskus! I w większości z tych miejsc nie podaje się sztućców :) wszystko je się za pomocą palców i świeżej bagietki, którą zazywczaj macza się w sosie! Pojawi się też restauracja z Marakeszu, do której wpadliśmy po całym dniu w ukropie i piekącym słońcu, temperatura w cieniu wynosiła 37 C a w słońcu było powyżej 40 C – nawet dla takiego fana słońca jak Ja, to było troszkę za dużo :)

  • Knajpka w głębi Agadir, niedaleko szpitala Ben Serkaou i meczetu Tassoqte (Bloc 1, No 40 Q.I Batoir, Agadir)

Ciężko oznaczyć mi miejsce na mapie i znaleźć konkretną ulicę, bo takiej tam niestety nie ma :) Nazwy wcięło i pewnie w rzeczywistości ich tam też nie ma. Knajpka znajduje się w głębi Agadir, odwiedziliśmy ją w drodze powrotnej z przejażdżki na wielbłądach (która dla Mnie skończyła się w połowie drogi, wielbłądy to nie dla Mnie). Przejdźmy do jedzenia – w ukrytej knajpce pracuje rodzina, każdego dnia gotuje się co innego, więc menu również nie istnieje – ceny uzgadnia się na wejściu. Ja wzięłam tajine z kurczakiem i oliwkami a Połówek tajine z figami i wołowiną – pyszne, tradycyjne danie, do tego dostaliśmy świeżo wyciśnięty sok z marchwi (piłam taki ostatni raz będąc dzieckiem) oraz sałatki, soczewicę w sosie z kminu rzymskiego i warzywa w lekko pikantnym sosie w wyraźną nuta kminu. Właścicele byli zdziwieni widząc nas tam, praktycznie w samym środku dzielnicy mieszkalnej, mało turystów się tam zapuszcza. I my pewnie też byśmy jej nie znaleźli, gdyby nie to że uparcie szukałam piekarni chleba między blokami, którą polecił mi kierowca naszej wielbłądowej wycieczki. Za wszystko zapłaciliśmy 90 dirham czyli 7-8 funtów.

restauracja agadir, maroko

gdzie zjeść w agadir

tajine z kurczakiem i oliwkami

tajine z wołowiną i figami

  • Restauracja przy Boulevard du 20 Aout na przeciwko Agadir Cafe i niedaleko “pociągu”, zaraz przy wyjściu z plaży i praktycznie przy głównej drodze za budynkiem McDonalds.

Po przejażdżce białym pociągiem w około Agadir, trochę zgłodnieliśmy. Nie miałam ochoty na żadne fast-foody, ale chodził za Mną tajine. Wybraliśmy restaurację najbliższą z ofertą 130 dirham za tajine dla dwóch osób (1,5 kg), butelką wody, butelką coca-coli i świeżymi owocami, do tego zamiast frytek bagietka – bo nie ma nic lepszego niż maczanie bułki w pysznym sosie z tajine! Serdecznie polecam miejsce, na prawdę warto spróbować tajine – mamy do wyboru wołowinę i kurczaka i jeśli się nie mylę również baraninę. Restauracja znajduje się zaraz obok tej z wizerunkiem Charlie Chaplina :)

tajine agadir

tajine agadir

tajine

  • Snack La Place, Marakesz  (na głównym rynku w Marakeszu, zaraz przy stoiskach z sokiem z pomarańczy)

Marakesz to piękne miasto, ale też trochę tłoczne a głóny rynek w takim ukropie po prostu śmierdzi. Lokalni mówili, że 37 C w cieniu to jeszcze nie lato i ku mojemu zdziwieniu na prawdę świetnie radzili sobie z upałem, który Mnie wykańczał. Wydawało mi się, że płonę od słońca. Do Marakeszu przjechaliśmy z przewodnikiem z Tarik Tourism, który najpierw oprowadził nas po rynku a później zabral do knajpki, z której My szybko uciekliśmy w poszukiwaniu czegoś innego (dlaczego? o tym w osobnym poście dotyczącym Marakeszu). Trafiliśmy do Snack La Palace po przejściu kilku innych i oglądnięciu menu, moją uwagę zwrócił kuskus z kurczakiem, który jadła tam dziewczyna i taki sam też zamówiłam dla Siebie. Połówek postawił na mix mięsny, do tego zimna woda i bułki i oliwki. Za wszystko zapłaciliśmy 80 dirham czyli 6-7 funtów. To było smaczne wybawienie od upału i chwila na odpoczynek!

snack la place

kuskus

mix meat

mix meat

CZEGO NIE POLECAM?  Tour de Babel (Bouleverd Hassan II, Agadir). Myślałam, że raczej nie będę miała okazji narzekać na żadną restaurację skoro wybieraliśmy tylko takie w miarę lokalne, nie turystyczne. Tą wybraliśmy tylko dlatego, że Połówek chciał koniecznie spróbować bastilla (pastilla) którą w normalnej kawiarni/cukierni musisz zamówić z 24h wyprzedzeniem, ta restauracja jako jedyna serwowała ją od razu. Weszliśmy więc po zapewnieniach kelnera, że na pewno bastillę dostaniemy. Ja nie byłam przekonana, więc zdecydowałam się na tajine z mięsem mielonym wołowym w sosie pomidorowym z wbitym jajkiem. Połówek zamówił bastillę. Po 10 minutach kelner wrócił i stwierdził, że jednak bastilla na dziś się skończyła i nie możemy jej zamówić – choć jeszcze chwilę temu zapewniał nas, że jest na pewno! Trochę Mnie to zdenerwowało, no ale co zrobić moje zamówienie było już w trakcie robienia więc Połówek zdecydował się na mix grill – który okazał się totalnym rozczarowaniem, 2 drobne szaszłyki po kawałku mięsa na każdym a porcje na talerzu opłakane za cenę 75dirham – to dość sporo, porównując inne restauracje i porcje w zestawie mix grill. Moje zamówienie nie było lepsze – do tej pory tajine był na tyle sycący, że nie musiałam nic domawiać w tym przypadku po zjedzeniu nie byłam do końca najedzona a brzuch bolał mnie przez resztę wieczoru. W oryginale miałam dostać mięsne kulki a w rzeczywistości dostałam miniaturowe mięsne kawałki. Jakość mięsa w obu daniach pozostawiała wiele do życzenia. Choć na zdjęciu wszystko wygląda zachęcając w rzeczywistości nie było smaczne więc to pierwszy i ostatni raz w tej restauracji – za cały posiłek zapłaciliśmy 140 dirham.

nie polecam tour de babel

DSC_0572

Mam nadzieję, że dotrwaliście do końca i nie zanudziłam Was tymi relacjami za bardzo :) W planach jeszcze kilka innych postów, więc jeśli macie ochotę na więcej to zapraszam również na fejsbukowego fanpejdża , gdzie wrzucałam zdjęcia bezpośrednio w czasie pobytu w Maroku a które na blogu nie miały okazji się pojawić.

Gdzie warto zjeść w Agadir, Maroko? cz I.

Wychodzę z założenia, że jeśli mogę – wolę jeść w miejscach gdzie jedzą lokalni ludzie i tak też było w Maroku. Restauracje nastawione na turystów staram się omijać w miarę możliwości. Może i mylne mam odczucie, ale myślę że tam gdzie jedzą lokalni ludzie można dostać coś na prawdę pysznego i na pewno nie wcisną Nam byle czego pod postacią “lokalnych przysmaków” i są zazwyczaj dużo tańsze niżeli takie nastawione na turystę. Takim też moim własnym założeniem się kierowałam i ani trochę Mnie nie zawiodło :) Dlatego zachęcam Was, jeśli macie możliwość – zapuszczajcie się w mało turystyczne rejony, na ile czujecie się pewnie! Marokańczycy są bardzo przyjaźnie nastawieni, a jeszcze lepiej jeśli zanacie troszkę arabski, będą bardzo mile zaskoczeni i tak jak w moim przypadku, bywało zabawnie :)

  • La Grillardiere, Agadir (obok hotelu Tivoli  - adres)

Podają bardzo smaczne grillowane mięso oraz kanapki z mięsem dowolnie wybranym przez Nas. Do tego na przystawkę oliwki, masło i świeże bagietki(nie doliczane do rachunku). Zamówiliśmy mix grill i kanapkę z lekko pikantnymi kiełbaskami, do tego moja ulubiona Orangina w zestawie mix grill jest do wyboru sos – serowy, pieprzowy lud grzybowy (mój wybór), sałata z pomidorem, frytki lub ryż oraz fasolka szparagowa z marchewką (pychota!!!) do kanapki mamy frytki. Za wszystko zapłaciliśmy 164 dirham czyli 12-13 funtów – cena bardzo przystępna. Był to nasz pierwszy wybór na początku na pobytu i na pewno nie ostatni jeśli jeszcze będę miała okazję być w Maroku – restauracja jest zawsze pełna, sporo marokańczyków, kilku turystów. Kelnerzy bardzo sprawnie się ze wszystkim uwijają, nie czeka się długo na zamówione jedzenie. W ofercie oprócz tego mają normalny fast-food i pizzę. Wiem, że mają też lokal w Fes, Meknes, Casablance i Marakeszu więc jeśli będziecie w którymś z tych miejsc to na prawdę warto się tam wybrać! My wyszliśmy bardzo zadowoleni i gdyby nie to, że obiecaliśmy sobie jeść w jak największej ilości knajpek żeby spróbować czegoś bardziej lokalnego – pewnie byśmy tam wrócili!

le grillardier agadir

DSC_0125

DSC_0126

mix grill agadir maroko

kanapka agadir

  • Poulet Razane, Agadir (wzdłuż ulicy Avenue du 29 Fevrier – naprzeciwko meczetu Mohamed V)

Jest to mała restauracyjka położona naprzeciwko okazałego meczetu Mohameda V. Pełna marokańczyków, czasem wpadnie jakiś turysta ale to chyba nie często bo jest położona w mało turystycznej dzielnicy a My odkryliśmy ją wracając z pobliskiego super marketu. Serwują wszelkiego rodzaju potrawy z kurczaka, shawarma i grillowane szaszłyki z mięsa tj. wołowina, baranina czy indyk, są też różnego rodzaju chleby i naleśniki z dodatkami typu amlou, miód, ser. Można również zamówić zupę Harira i bourek (kefta – z mięsa baraniego). Ja zdecydowałam się na harirę na przystawkę, grillowane szaszłyki z indyka na grillowanych pomidorach i cebuli, do tego dostałam mix wszystkiego na talerzu – od makaron przez ryż, ziemniaki i buraki, kończąc na frytkach i sałatce warzywnej – wszystko po trochu i bardzo smacznie! Połówek zamówił shawarmę, choc zanim się obejrzałam została zjedzona i zdjęcia nie zdążyłam niestety zrobić. Jako napój – coca cola w szklanej butelce (mam sentyment do szklanych butelek coli). Za cały posiłek zapłaciliśmy 70 dirham czyli około 6-7 funtów- pyszne jedzenie za bardzo małe pieniądze. Obsługa bardzo sympatyczna i wszystko podane jest bardzo szybko! Standardowo na początek oliwki i świeża bagietka!

poulet razane agadir

DSC_0812

  • Restauracja obok Poulet Razane, bez żadnej konkretnej nazwy, Agadir.

Przyszliśmy tutaj dosłownie za zapachem :) Grillowane mięso i tagine tak pięknie pachniał z odległości, że  nie mogliśmy się oprzeć i po przejrzeniu menu postanowiliśmy wrócić tam następnego dnia. I tak zrobiliśmy, chociaż musieliśmy czekać na jakikolwiek wolny stolik – było zapchane po brzegi, za Nami przyszła jeszcze inna para turystów, trochę nie pewnie pytali nas o jedzenie, czy smakuje i w końcu usiedli gdzieś niedaleko. Ja zamówiłam tym razem Harirę – do tego dostałam daktyle, jajko i marokańckie słodycze oraz bourek z rybą i makaronem vermicelli a Połówek zdecydował się na mieszankę grillowanych mięs. Oliwki i świeża bagietka – standardowo. Do tego zdecydowaliśmy się na wodę – za całość zapłaciliśmy 75 dirham czyli 6-7 funtów. Warte polecenia miejsce, z miłą jak w większości restauracji obsługą, szybkim podaniem i miłą atmosferą!

agadir restauracja

harira agadir

daktyle maroko

mix grill agadir

C.D.N

Maroko część 1 (bardzo mała fotorelacja)

Więc od czego by tu zacząć? Wróciłam z Maroka, choć pewnie gdybym miała możliwość, zostałabym tam dłużej! Przepiękne miejsce, pełne niesamowitych smaków marokańskiej kuchni i aromatów przypraw wydobywających się z lokalnych marketów “Souk” (po arabsku, po prostu “market”). Myślę, jak podzielić posty żeby nie stały się zbyt nudne i monotonne, nie chcę też żeby opierały się na samych zdjęciach, bo są miejsca i rady którymi chcę się z Wami podzielić i mam nadzieję, że przydadzą się każdemu wybierającemu się do Maroka. Chciałabym opisać hotel w którym się zatrzymaliśmy i jak rezerwowałam wakacje. Jeśli macie jakieś konkretne pytania, piszcie w komentarzach lub bezpośrednio na skrzynkę mailową, chętnie w miarę możliwości odpowiem! Zabieram się za pisanie postów, postaram się nie przeciągać tego w czasie zbyt mocno. Życzę Wam udanej niedzieli i wrzucam kilka zdjęć :)

widok z samolotuwidok z samolotuagadirkoty w Agadirle tivoli hotelobrazy Agadiragadir airport, lotnisko agadirprzyprawy agadir, marokomarokoagadir marokomarakesz market

Postaram się znaleźć gdzie mapę Agadir i zaznaczyć na niej miejsca gdzie warto się wybrać!