Makaroniki chodziły za Mną już od dłuższego czasu, ale jakoś nigdy nie było mi po drodze do ich zrobienia. Jeść je uwielbiam, kilka bardzo słodkich makaroników mogę pochłonąć w parę minut bez najmniejszego problemu :) No, ale nie o moim łakomstwie jest ten post!
Gdy pierwszy raz odkryłam makaroniki zaczęłam szukać wszelakich informacji na ich temat, jak je przyrządzić, z czego dokładnie są zrobione i jak trudno jest je zrobić? Naczytałam się mnóstwa opinii – wyszło, że są to bardzo pyszne, ale też kapryśne ciasteczka bezowo-migdałowe. Trudniejsze niż zwykła beza czy Tort Pavlova i znacznie bardziej humorzaste. Na samo przygotowanie składa się spora ilość czynników – białka, wilgotność, “dojrzewanie”, mieszanie składników – nie jest to budowa rakiet, więc na pewno każdy da radę z odrobiną cierpliwości. Dla chcącego nic trudnego! I choć moim daleko do sprzedawanych w sklepach – byłby pyszne!
Moja wersja makaroników jest wersją podstawową, inne kombinowane wrzucę jak tylko zabiorę się za ich robienie czyli pewnie po “Weekendzie ze smakiem” we Wrocławiu na który wybieram się już w piątek :) W miarę robienia będę udoskonalać technikę, bo idealne wciąż nie są. Przepis podaję bez nadzienia jako, że u Mnie była to konfitura brzoskwiniowa, więc szału nie ma. To moje pierwsze makaroniki więc nie byłam pewna czy wyjdą. Następne będą już z porządnym nadzieniem, obiecuję!
Pod przepisem zamieszczę wszystkie zebrane przeze mnie informacje dotyczące przygotowywania makaroników.

Przepis podstawowy na makaroniki
Składniki (20 makaroników)
- 100 g cukru pudru
- 75 g zmielonych migdałów
- białko z 2 dużych jaj, w temp pokojowej
- 75 g cukru kryształu
Sposób przygotowania
Piekarnik nagrzewamy do 150 C (u mnie 110 C – elektryczny, bez termoobiegu). Potrzebny nam będzie papier do pieczenia, na którym odrysowujemy koła o średnicy mniej więcej 20×3 cm, zostawiając około 3 cm przerwę między poszczególnymi kółkami. W młynku do kawy lub robocie kuchennym mielimy cukier puder z migdałami (zmielonymi) na bardzo drobną mąkę. W dużej misce ubijamy białka na sztywno, pod koniec ubijania stopniowo dodajemy cukier kryształ, mieszając po każdym dodaniu. Białka powinny być ubite już dość mocno ubite. Następnie stopniowo dodajemy mix mąki z migdałami, łyżka po łyżce, delikatnie mieszając aż składniki się złączą (dobrze jest nie przemieszać zbytnio masy, bo makaroniki wyjdą wtedy bardzo płaskie). Tak powstałą masę przenosimy do rękawa cukierniczego z okrągłą końcówką (tylką) do wyciskania. Posługując się wcześniej odrysowanymi kółkami, wyciskamy mix na środek każdego koła, trzymając rękaw pionowo – ja wyciskałam trzymając rękaw pionowo, po środku każdego koła i masa sama rozchodziła się idealnie na boki. Starajmy się wyciskać mniej więcej tej samej wielkości koła. Makaroniki po upieczeniu jeszcze się rozejdą więc to zależy od nas czy wypełnimy całe koło masą – będą większe, czy zostawimy trochę odstępu od odrysowanego miejsca – wyjdą mniejsze. Blachą z przygotowanymi do pieczenia makaronikami uderzamy kilka razy od blat, żeby uwolnić wszystkie bąbelki powietrza z masy (jeśli są jakieś widoczne na powierzchni, można przebić je wykałaczką). Makaroniki pieczemy na środkowym poziomie piekarnika przez około 18-20 minut (wszystko zależy od naszego piekarnika – u Mnie wystarczyło 15 minut przy temperaturze 110 C), aż skórka na makaronikach będzie twarda ale nie zarumieniona. Możemy sprawdzić jeden makaronik wyciągając go z piekarnika i mocno przyciskając palcem – jeśli wierzch pęknie znaczy, że powinny być już dobre. Pozostawiamy je do ostygnięcia na 15-20 minut, następnie przenosimy je na kratkę (ja nie posiadam specjalnej, użyłam kratki z piekarnika) aby całkowicie wystygły. Kolejnym krokiem jest nadzienie – u Mnie była to zwykła konfitura brzoskwiniowa.

Co warto wiedzieć (a co niekoniecznie wiedziałam robiąc swoje, niestety. źródło: klik i google)
- Miska w której ubijamy białka powinna być dokładnie oczyszczona ze wszystkich zacieków, nie polecam używać plastikowych misek, ciężko się je czyści i mają tendencję do gromadzenia się oleju, kótry w przypadku ubijania białek jest dużym NIE.
- Puste makaroniki – często się zdarzają, to nie tragedia ale podobno można temu zaradzić, jak? Według Herme: ”As soon as they’re made they’re not ready to eat, but they’re really at their best after 24 or even 48 hours,” he says. “An osmosis takes place between the garnish and the biscuit. When freshly baked this is hard and crisp, but it absorbs some humidity from the filling and its inside becomes more tender while the crust on the surface stays intact.” (źródło: Masterclass – Macaroons). Co w wolnym tłumaczeniu oznacza, że makaroniki zaraz po upieczeniu i wypełnieniu nadzieniem, powinny przeleżeć 24-48 godzin podczas których zajdzie zjawisko “osmozy”. Świeże, kruche makaroniki zaabsorbują trochę wilgoci z nadzienia i będą bardziej wilgotne w środku, podczas gdy wierzchnia skórka nadal będzie chrupiąca. Tak więc dobrze jest zostawić je w lodówce do “dojrzenia” i podawać koniecznie w temperaturze pokojowej.
- Spotkałam się z opinią (nie testowałam), że białka jajek można zostawić wyciągnięte na blacie kuchennym na ponad 24 godziny, przykryte ręcznikiem papierowym (w angielskich przepisach będą pojawiać się jako “aged eggs”).
- Piekarnik. Każdy piekarnik jest inny, dlatego to co wyszło w moim niekoniecznie musi udać się w Twoim i odwrotnie. Musimy dokładnie poznać nasz piekarnik i jego możliwości. Mój nie posiada termoobiegu, jest elektryczny a przy 160 C pali wszystko na wiór, więc zazwyczaj dostosowuję temperaturę pieczenia do jego możliwości, nie trzymam się sztywno tego co jest w przepisie.
- Starajmy się nie “przemieszać” masy na makaroniki, wyjdą nam wtedy płaskie placki.
- Przed pieczeniem makaroniki powinny leżakować przez około 30 minut.
- Nadzienie nie powinno być zbyt wodniste – rozmiękczy naszą bezę.
W miarę pieczenia, na pewno będę uzupełniać posty o nowe techniki czy nowinki. Ekspertem nie jestem, ale chętnie się uczę!