Amerykańskie pancakes z malinami.

Kto z Was śledzi mojego bloga na fejsbuku już naleśniki widział, przygotowałam je  na niedzielne leniwe śniadanie bo pod ręką znalazły się “promocyjnie” dorwane maliny z Tesco więc trzeba było je jakoś wykorzystać. Naleśniki w wersji amerykańskiej lubię bardzo i zawsze zdają u Nas egzamin, więc długo się nie zastanawiałam. Podałam je z malinowym sosem. Już wcześniej publikowałam dwa przepisy na naleśniki w amerykańskim stylu – a’la arabskie z daktylami i wodą z kwiatów pomarańczy a drugie z jagodami.

amerykańskie pancakes z malinami

Amerykańskie naleśniki z malinami i sosem malinowym

Składniki:

  • 130 g mąki (ang. plain flour)
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 łyżka cukru z wanilią lub zwykłego
  • szczypta soli
  • 1 jajko
  • 250 ml mleka
  • 2 łyżki rozpuszczonego masła
  • 1-2 łyżki oleju do smażenia
  • 200 + 100 g malin (100g na sos)
  • 2 łyżeczki cukru pudru

Sposób przygotowania:

Suche składniki (mąka, proszek do pieczenia, cukier, sól) mieszamy razem w jednej misce. W osobnej mieszamy wszystkie składniki mokre (jajko, mleko, masło). Następnie składniki suche dodajemy do mokrych, mieszamy aż powstanie gładaka masa, dodajemy 200g malin, mieszamy wszystko razem. Na rozgrzanej patelni, na małym ogniu smażymy około 7 cm naleśniki z obu stron po 3-4 minut (konkretnie aż obie strony będą usmażone na złoty kolor). Resztę malin blendujemy na gładką masę, dodajemy 2 łyżeczki cukru pudru (może być więcej jeśli lubicie bardziej słodkie) – sos można przepuścić przez sito jeśli wolicie sos bez pestek.

DSC_0212

Śniadaniowe zapiekanki z pesto

Leniwie zaczyam dziś dzień, za oknem paskudnie znowu pada, więc korzystam z chwili kiedy mogę posiedzieć jeszcze pod kocem z kubkiem gorącej herbaty. Zapowiada się pracowity dzień! Zapraszam więc na pyszne śniadaniowe zapiekanki z pesto. Tylko kilka składników a takie pyszne :]

zapiekanki z pesto

Zapiekanki z pesto

Składniki:

  • 2 bułki
  • 2 pomidory
  • 1 kulka sera mozarella
  • 4 łyżki pesto

Sposób przygotowania:

Piekarnik nagrzewamy do 180 C (u Mnie stary elektryczny, bez termoobiegu). Bułki kroimy na pół, pomidory w plasterki, ser mozarella również w plasterki. Na każdej połówce bułki układamy plasterki pomidora, następnie ser i smarujemy pesto – po łyżeczce na każdą połówkę zapiekanki. Zapiekamy w piekarniku przez 10 minut (lub do momentu aż ser się roztopi).

kanapki, zapiekanki śniadanie z pesto

Conchiglie z domowym sosem z pieczonych warzyw.

W kuchni lubię improwizować i czasem z jednego planowanego dania wychodzi zupełnie inne niż miało być :) Tym razem chciałam zrobić coś a’la leczo połączone z potrawką którą jadłam we Wrocławiu – kupiłam potrzebne składniki, ale po upieczeniu warzyw stwierdziłam, że całkiem fajny będzie z nich sos. I tak też zrobiłam, zblendowałam wszystko, doprawiłam po swojemu i voila! wyszedł pyszny, zdrowy i prosty sos!

sos z pieczonych warzyw conchiglie

Conchiglie z domowym sosem z pieczonych warzyw

Składniki:

  • 1 bakłażan
  • 1 cukinia
  • 1 puszka pomidorów krojonych
  • 2 papryki
  • 2 łyżki oliwy
  • 2 ząbki czosnku
  • sól i pieprz do smaku
  • zioła – suszona pietruszka i tymianek
  • makaron conchiglie

Sposób przygotowania:

Bakłażana i cukinię obieramy i kroimy w kostkę razem z papryką. W naczyniu żaroodpornym z przykryciem lub w garnku ceramicznym z pokrywką umieszaczmy pokrojone warzywa i zalewamy oliwą. Naczynie wstawiamy do nagrzanego wcześniej piekarnika, pieczemy przez 10-20 minut w temp 190 C (do momentu aż warzywa zmiękną). Dorzucamy pomidory z puszki, obrany i starty na tarce o drobych oczkach czosnek, przyprawiamy ziołami, solą i pieprzem wszystko dokładnie mieszamy i wstawiamy znowu do piekarnika na kolejne 10 minut. Po tym czasie wyciągamy warzywa z piekarnika i blendujemy na gładką masę. Makaron gotujemy według instrukcji na opakowaniu. Polecam podawać ze startym parmezanem!

sos z pieczonych warzyw

Wrocław czyli Weekend ze smakiem!

Jak wiecie w weekend od 7 do 9 czerwca byłam we Wrocławiu na “Weekendzie ze smakiem” organizowanym w trakcie “Europy na Widelcu” przez Cooklet team, któremu serdecznie za zaproszenie dziękuję!

W trakcie tych kilku dni miałam okazję poznać fantastycznych ludzi, zasmakować potraw z różnych krajów Europy i podszkolić swój warsztat fotograficzny na spotkaniu zorganizowanym z Pauliną Kolondrą i Sylwią Muchą. Oprócz tego miałam okazję zobaczyć jak funkcjonuje kuchnia w restauracji “Art Hotel” i restauracji “Bernard”.  Załapałam się również na pogadankę z panem Robertem Makłowiczem i Piotrem Bikontem, którzy opowiedzieli jak powstał pomysł na “Europę na Widelcu”.

Wrzucam kilka zdjęć, żeby przybliżyć Wam jak spędziłam zeszły Weekend! W końcu zdjęcia mówią więcej niż tysiąc słów a ja przynudzać nie lubię i daru do układania pięknych przemówień nie mam :)

paulina kolondra warsztatyNa zdjęciu – warsztaty z Pauliną Kolondrą, praktyczna część warsztatów – propsy, których użyczyła Nam Paulina (mam nadzieję, że kiedyś sama dorobię się takiej pokaźnej kolekcji!), na kolejnym – Sylwia Mucha, opowiada o różnych aspektach światła na zdjęciach.

europa na widelcu, weekend ze smakiemNa zdjęciu – pogadanka z Robertem Makłowiczem i Piotrem Bikontem oraz praktyczna część warsztatów fotograficznych.

Oto stylizacje jakie powstały (pierwsza z ciastkami oraz z makaronem jest z mojej grupy warsztatowej):

warsztaty fotograficzne paulina kolondra

stylizacja na warsztatach

stylizacja warsztaty wrocław

stylizacja warsztaty wrocław

Milkshake z ferrero rocher.

Weekend ze smakiem dobiegł końca, było fajnie choć krótko! Poznałam masę wspaniałych ludzi :) Teraz czas na nadrobienie domowych zaległości i z tej też okazji (no dobra bez okazji, jestem po prostu szejkoholikiem) zrobiłam kolejnego milkshake z wykorzystaniem batoników. W szafce już czekają kolejne pokłady batoników  i czekoladek do wypróbowania.

milkshake ferrero rocher

Milkshake z ferrero rocher.

Składniki (1 porcja)

  • 2-3 kulik ferrero roche
  • 3 kuliki lodów waniliowych
  • pół szklanki mleka

Sposób wykonania:

Do blendera wrzucamy wszystkie składniki i blendujemy (tak to się mówi?) na gładką masę. Ilość mleka można zwiększyć lub zmniejszyć, zależy od potrzeb :)

milkshake z ferrero rocher

Szparagi w cieście filo z parmezanową skórką

W końcu i ja skusiłam się na szparagi. Ciężko było trafić na jakiś dobry okaz, za każdym razem gdy wpadałam do sklepu wszystkie były wybrane, zostawały same połamane, małe i niezbyt zachęcające kawałki. Dziś trafiła się okazja, kupiłam pęczek za całe 2 funty. Przepis miałam w głowie od wczoraj, więc trzeba było zabrać się za realizację jeszcze przed konkursem ogranizowanym przez “Europa na widelcu”. Ogłoszenie wyników nastąpi w weekend we Wrocławiu, do którego wybieram się już po jutrze! Więc jeśli ktoś jest z Wrocławia to zapraszam serdecznie na rynek główny, będę tam Ja i kilku innych blogerów – bardzo chętnie Was poznam :)

Niestety muszę przyznać, że szparagi nie będą moim ulubionym warzywem i  raczej nie będę po nie sięgać często. Pewnie skuszę się jeszcze na zupę krem, ale niewiel poza tym na dzień dzisiejszy. Może po wizycie we Wrocławiu mój punkt “jedzenia” się zmieni, mam nadzieję?!

Tymczasem przepis na proste szparagi w cieście filo z parmezanową chrupiącą skórką.

szparagi w cieście filo z parmezanem

Szparagi w cieście filo z parmezanem

Składniki:

  • gotowe płaty ciasta filo (tyle ile mamy szparagów)
  • zielone szparagi
  • starty parmezan
  • jedno rozbełtane jajko
  • sól

Sposób przygotowania:

Szparagi gotujemy w mocno osolonej wrzącej wodzie aż do miękkości (wystarczyło mi 3-4 minuty). Następnie płuczemy je pod zimną wodą i owijamy każdy z osobna w ręcznik papierowy, żeby wchłonął nadmiar wody. Płaty ciast filo składamy na pół. Owijamy każdy suchy szparag w ciasto i zaklejamy brzegi rozbełtanym jajkiem. Układamy je na blaszce z papierem do pieczenia, każdy rulonik smarujemy jajkiem i posypujemy startym serem. Zapiekamy przez 10-15 minut w piekarniku nagrzanym do 160 C lub aż skórka ciasta będzie lekko rumiana (czas i temperaturę warto dostosować do swojego piekarnika, mój działa bez termoobiegu, jest elektryczny i ogólnie daje ciała przy pieczeniu). I gotowe, szybko, prosto i według Połówka smacznie – pochłonął prawie wszystkie!

szparagi

Makaroniki (moje pierwsze!)

Makaroniki chodziły za Mną już od dłuższego czasu, ale jakoś nigdy nie było mi po drodze do ich zrobienia. Jeść je uwielbiam, kilka bardzo słodkich makaroników mogę pochłonąć w parę minut bez najmniejszego problemu :) No, ale nie o moim łakomstwie jest ten post!

Gdy pierwszy raz odkryłam makaroniki zaczęłam szukać wszelakich informacji na ich temat, jak je przyrządzić, z czego dokładnie są zrobione i jak trudno jest je zrobić? Naczytałam się mnóstwa opinii – wyszło, że są to bardzo pyszne, ale też kapryśne ciasteczka bezowo-migdałowe. Trudniejsze niż zwykła beza czy Tort Pavlova i znacznie bardziej humorzaste. Na samo przygotowanie składa się spora ilość czynników – białka, wilgotność, “dojrzewanie”, mieszanie składników – nie jest to budowa rakiet, więc na pewno każdy da radę z odrobiną cierpliwości. Dla chcącego nic trudnego! I choć moim daleko do sprzedawanych w sklepach – byłby pyszne!

Moja wersja makaroników jest wersją podstawową, inne kombinowane wrzucę jak tylko zabiorę się za ich robienie czyli pewnie po “Weekendzie ze smakiem” we Wrocławiu na który wybieram się już w piątek :) W miarę robienia będę udoskonalać technikę, bo idealne wciąż nie są. Przepis podaję bez nadzienia jako, że u Mnie była to konfitura brzoskwiniowa, więc szału nie ma. To moje pierwsze makaroniki więc nie byłam pewna czy wyjdą. Następne będą już z porządnym nadzieniem, obiecuję!

Pod przepisem zamieszczę wszystkie zebrane przeze mnie informacje dotyczące przygotowywania makaroników.

makaroniki podstawowe

Przepis podstawowy na makaroniki

Składniki (20 makaroników)

  • 100 g cukru pudru
  • 75 g zmielonych migdałów
  • białko z 2 dużych jaj, w temp pokojowej
  • 75 g cukru kryształu

Sposób przygotowania

Piekarnik nagrzewamy do 150 C (u mnie 110 C – elektryczny, bez termoobiegu). Potrzebny nam będzie papier do pieczenia, na którym odrysowujemy koła o średnicy mniej więcej 20×3 cm, zostawiając około 3 cm przerwę między poszczególnymi kółkami. W młynku do kawy lub robocie kuchennym mielimy cukier puder z migdałami (zmielonymi) na bardzo drobną mąkę. W dużej misce ubijamy białka na sztywno, pod koniec ubijania stopniowo dodajemy cukier kryształ, mieszając po każdym dodaniu. Białka powinny być ubite już dość mocno ubite. Następnie stopniowo dodajemy mix mąki z migdałami, łyżka po łyżce, delikatnie mieszając aż składniki się złączą (dobrze jest nie przemieszać zbytnio masy, bo makaroniki wyjdą wtedy bardzo płaskie). Tak powstałą masę przenosimy do rękawa cukierniczego z okrągłą końcówką (tylką) do wyciskania. Posługując się wcześniej odrysowanymi kółkami, wyciskamy mix na środek każdego koła, trzymając rękaw pionowo – ja wyciskałam trzymając rękaw pionowo, po środku każdego koła i masa sama rozchodziła się idealnie na boki. Starajmy się wyciskać mniej więcej tej samej wielkości koła. Makaroniki po upieczeniu jeszcze się rozejdą więc to zależy od nas czy wypełnimy całe koło masą – będą większe, czy zostawimy trochę odstępu od odrysowanego miejsca – wyjdą mniejsze. Blachą z przygotowanymi do pieczenia makaronikami uderzamy kilka razy od blat, żeby uwolnić wszystkie bąbelki powietrza z masy (jeśli są jakieś widoczne na powierzchni, można przebić je wykałaczką). Makaroniki pieczemy na środkowym poziomie piekarnika przez około 18-20 minut (wszystko zależy od naszego piekarnika – u Mnie wystarczyło 15 minut przy temperaturze 110 C), aż skórka na makaronikach będzie twarda ale nie zarumieniona. Możemy sprawdzić jeden makaronik wyciągając go z piekarnika i mocno przyciskając palcem – jeśli wierzch pęknie znaczy, że powinny być już dobre. Pozostawiamy je do ostygnięcia na 15-20 minut, następnie przenosimy je na kratkę (ja nie posiadam specjalnej, użyłam kratki z piekarnika) aby całkowicie wystygły. Kolejnym krokiem jest nadzienie – u Mnie była to zwykła konfitura brzoskwiniowa.

makaroniki

Co warto wiedzieć (a co niekoniecznie wiedziałam robiąc swoje, niestety. źródło: klik i google)

  • Miska w której ubijamy białka powinna być dokładnie oczyszczona ze wszystkich zacieków, nie polecam używać plastikowych misek, ciężko się je czyści i mają tendencję do gromadzenia się oleju, kótry w przypadku ubijania białek jest dużym NIE.
  • Puste makaroniki – często się zdarzają, to nie tragedia ale podobno można temu zaradzić, jak? Według Herme: ”As soon as they’re made they’re not ready to eat, but they’re really at their best after 24 or even 48 hours,” he says. “An osmosis takes place between the garnish and the biscuit. When freshly baked this is hard and crisp, but it absorbs some humidity from the filling and its inside becomes more tender while the crust on the surface stays intact.” (źródło: Masterclass – Macaroons). Co w wolnym tłumaczeniu oznacza, że makaroniki zaraz po upieczeniu i wypełnieniu nadzieniem, powinny przeleżeć 24-48 godzin podczas których zajdzie zjawisko “osmozy”. Świeże, kruche makaroniki zaabsorbują trochę wilgoci z nadzienia i będą bardziej wilgotne w środku, podczas gdy wierzchnia skórka nadal będzie chrupiąca. Tak więc dobrze jest zostawić je w lodówce do “dojrzenia” i podawać koniecznie w temperaturze pokojowej.
  • Spotkałam się z opinią (nie testowałam),  że białka jajek można zostawić wyciągnięte na blacie kuchennym na ponad 24 godziny, przykryte ręcznikiem papierowym (w angielskich przepisach będą pojawiać się jako “aged eggs”).
  • Piekarnik. Każdy piekarnik jest inny, dlatego to co wyszło w  moim niekoniecznie musi udać się w Twoim i odwrotnie. Musimy dokładnie poznać nasz piekarnik i jego możliwości. Mój nie posiada termoobiegu, jest elektryczny a przy 160 C pali wszystko na wiór, więc zazwyczaj dostosowuję temperaturę pieczenia do jego możliwości, nie trzymam się sztywno tego co jest w przepisie.
  • Starajmy się nie “przemieszać” masy na makaroniki, wyjdą nam wtedy płaskie placki.
  • Przed pieczeniem makaroniki powinny leżakować przez około 30 minut.
  • Nadzienie nie powinno być zbyt wodniste – rozmiękczy naszą bezę.

W miarę pieczenia, na pewno będę uzupełniać posty o nowe techniki czy nowinki. Ekspertem nie jestem, ale chętnie się uczę!

Soczyste kawałki kurczaka.

Zamarzyły mi się nuggetsy z kurczaka, złociste, chrupiące nuggetsy! I wszystko byłby wspaniałe gdyby nie to, że w ostatnim momencie zorientowałam się, że nie mam płatków kukurydzianych ani bułki tartej. Cały plan szlag trafił! No, ale podobno potrzeba matką wynalazku, nie? Szkoda żeby się kurczak zmarnował i olej już prawie gorący na patelni! Więc wyszło co wyszło, smacznie i soczyście! Sami spróbujcie :)

soczyste kawałki kurczaka

Soczyste kawałki  kurczaka (dla 2-3 osób)

Składniki:

  • 2 piersi z kurczaka
  • 1 szklanka mąki pszennej
  • 2 jajka
  • 1 łyżka mleka
  • sól i pieprz
  • ulubione przyprawy, u Mnie: słodka papryka, pietruszka suszona, czosnek granulowany, majeranek, kmin rzymski, kurkuma, imbir, zmielone goździki i gorczyca, kolendra zmielona.
  • olej do smażenia

Sposób przygotowania:

Kurczaka kroimy w paski, do jednej miski wsypujemy mąkę z przyprawami – mieszamy, do drugiej jajko roztrzepane z łyżką mleka. Pokrojonego kurczaka maczamy w jajku, następnie w mące z przyprawami i smażymy na rozgrzanym oleju z obu stron na złoto/rumiano. Wykładamy usmażone kawałki na papierowy ręcznik, żeby odsączyć tłuszcz. I gotowe!

kawałki soczystego kurczaka

Banoffie pie (banoffee pie)

Słodkości, słodkości, dużo słodkości! :) Skoro pogoda za oknem nie dopisuje i mamy piękną jesień tej wiosny jakoś trzeba sobie humor poprawić. Banoffee pie jest bardzo prosty i szybki, można przygotować go dzień wcześniej, bez dekorowania bananami bo zrobią się czarne, wiadomo :) Bez przynudzania – zapraszam na kawałek pysznego deseru!

Mały update: Jeśli chodzi o dostępność herbatników digestive w Polsce. Spokojnie można zastąpić je innymi. Np. w Biedronce są herbatniki o nazwie “Bonitki” oni mają podobno dość spory wybór ciastek od zbożowych, po herbatniki – więc spokojnie można z nich korzystać.  Wiem, że firma LU też produkuje ciastka digestive, ale nie wiem jak z dostępnością w sklepach w mniejszych miastach.

banoffie pie

Banoffie pie

Skłdniki (na blachę 20 cm):

  • 300 g ciastek (digestive)
  • 100 g masła
  • 3 banany
  • 1 puszka gotowego karmelu lub 1 puszka mleka skondensowanego
  • 250 ml śmietany kremówki (ang: whipping cream)

Sposób przygotowania:

Ciastka kruszymy na bardzo drobno (używałam do tego blendera), masło roztapiamy w rondelku. Tortownicę wykładamy papierem do pieczenia. Do roztopionego masła dodajemu pokruszone ciastka i dokładnie mieszamy. Herbatnikami z masłem wykładamy dno tortownicy – może być na płasko lub z brzegami, jak wolicie. Wstawiamy do lodówki na 30 minut. Śmietanę kremówkę ubijamy na sztywno. Banany kroimy w plasterki. Jeśli używamy mleka skondensowanego w puszce należy puszkę gotować przez 2-3 godziny w garnku z wodą, aż powstanie karmel. Jeśli używamy gotowego karmelu wykładamy go na spód z ciastek, na to układamy banany i dekorujemy na wierzchu bitą śmietaną. Można kilka plasterków banana odłożyć do dekoracji. Proste prawda? :)

banoffie pie

Milkshake z bounty.

Cześć, jestem Sylwia i jestem szejkoholikiem. Czy to się leczy?

milkshake z bounty

Milkshake z bounty

Składniki (1 osoba):

  • 1 batonik bounty
  • 2 gałki lodów (waniliowe lub czekoladowe)
  • pół szklanki mleka

Sposób przygotowania:

Sposób postępowania jest taki sam w przypadku każdego szejka, ale gdyby ktoś jeszcze tutaj nie zaglądał to – wszystkie składniki zmiksować w blenderze na gładką masę – ilość mleka zależy od Waszych preferencji tak na prawdę, jeśli chcecie gęsty – mniej mleka, jeśli chcecie bardziej rzadki – więcej mleka.

milkshake z bounty