Śliwki w czekoladzie z marcepanem.

Śliwki w czekoladzie z marcepanem miały być osłodą dla chorego Tż a wyszło na to, że obdzieliłam nimi cały dom tyle ich wyszło. Idealnie wpasują się jako prezent na nadchodzące walentynki i nie tylko! Polecam, są na prawdę pyszne! Z moich proporcji wyjdzie ich około 20, więc jeśli nie jesteście pewni że wszystkie znikną zalecam zrobienie z połowy podanych składników.

Śliwki w czekoladzie z marcepanem

  • 500 g suszonych śliwek
  • 500 g białego marcepanu
  • 3 tabliczki czekolady (u mnie była pełno mleczna, ale dobra będzie też gorzka!)
  • do dekoracji: kolorowe posypki (niekoniecznie!)
Przygotowanie:

Potrzebne nam będą garnek z wodą i miska (nie szklana czy plastikowa) do kąpieli wodnej. Na dużej formie rozkładamy papier do pieczenia. Marcepan rozwałkowujemy tak jak ciasto na pierogi, następnie odrywamy po kawałku i obwijamy nim suszone śliwki, układamy je na papierze do pieczenia – gdy wszystkie śliwki obłożymy już marcepanem wkładamy je na chwilę do lodówki w tym czasie zajmiemy się czekoladą. Tabliczki czekolady rozpuszczamy dokładnie w kąpieli wodnej, potrzebny nam będzie patyczek do szaszłyków. który zdecydowanie ułatwia zanurzanie w czekoladzie śliwek. Z lodówki wyciągamy śliwki i po kolei zanurzamy je w czekoladzie (która ciągle stoi na garnku z gorącą wodą, przy włączonym palniku). Odkładamy je na papier do pieczenia i ewentualnie posypujemy dekoracyjnymi posypkami – zostawiamy do całkowitego ostygnięcia na około 1-2 godziny.

Przepis bierze udział w akcji:

Śliwkowa poezja :)

No i się doczekałam na durszlaku :) swoją drogą poganiałam biednego Tomka aż mi głupio :( a dziś przecież sobota :) zapomniałam na śmierć. Jakaś zakręcona przez te upały jestem :) ale jutro jadę na Solinę więc się wysmażę na słonku (jeśli dopisze pogoda) i może mi trochę móżdżek zacznie lepiej pracować bo jak na razie to “pali mi korki” :D

Mimo, że dziś upał był niemiłosierny to jednak zdecydowałam się odpalić piekarnik i sporządziłam poezję śliwkową czyli nic innego jak placek ze śliwkami :) nazwę wymyśliłam tylko dlatego, że śliwki mogę pożerać tonami (co później odbija się na moim biednym żołądku) i placek wydał mi się istną poezją dla moich kubków smakowych :)

Oto przepis:

- 1 szkl. śmietany
- 1 szkl. cukru
- 2,5 szkl. mąki
- 3 jajka
- pół szklanki oleju
- 3 łyżki proszku do pieczenia
- śliwki bez pestek
- 1 0p. cukru waniliowego

Kruszonka:
- 150 g. margaryny
- mąka
-cukier
-wiórki kokosowe

Wszystkie składniki wymieszać razem i zmiksować, aż mikstura nabierze odpowiednio płynnej konsystencji. Następnie wylać mieszankę na wcześniej natłuszczoną i posypaną mąką lub bułką tartą blachę. Na wierzch poukładać śliwki i ozdobić kruszonką. Piec tak ok. 30 minut w 170 st. Ja mam piekarnik gazowy (cholerstwo!!) więc piekłam tak “na oko” sprawdzając po 30 minutach stan ciasteczka zapałką.