Postanowiłam podzielić posty na dwie części. Po przejrzeniu pierwszej doszłam do wniosku, że jednak jest dość obszerna i dodanie kolejnych podpuntków zrobiłoby z tego rozwlekły post :) Właśnie zauważyłam, że sporo w tamtym poście jest grillowanych potraw, w tym już troszkę bardziej tradycyjnie – tajine i kuskus! I w większości z tych miejsc nie podaje się sztućców :) wszystko je się za pomocą palców i świeżej bagietki, którą zazywczaj macza się w sosie! Pojawi się też restauracja z Marakeszu, do której wpadliśmy po całym dniu w ukropie i piekącym słońcu, temperatura w cieniu wynosiła 37 C a w słońcu było powyżej 40 C – nawet dla takiego fana słońca jak Ja, to było troszkę za dużo :)
- Knajpka w głębi Agadir, niedaleko szpitala Ben Serkaou i meczetu Tassoqte (Bloc 1, No 40 Q.I Batoir, Agadir)
Ciężko oznaczyć mi miejsce na mapie i znaleźć konkretną ulicę, bo takiej tam niestety nie ma :) Nazwy wcięło i pewnie w rzeczywistości ich tam też nie ma. Knajpka znajduje się w głębi Agadir, odwiedziliśmy ją w drodze powrotnej z przejażdżki na wielbłądach (która dla Mnie skończyła się w połowie drogi, wielbłądy to nie dla Mnie). Przejdźmy do jedzenia – w ukrytej knajpce pracuje rodzina, każdego dnia gotuje się co innego, więc menu również nie istnieje – ceny uzgadnia się na wejściu. Ja wzięłam tajine z kurczakiem i oliwkami a Połówek tajine z figami i wołowiną – pyszne, tradycyjne danie, do tego dostaliśmy świeżo wyciśnięty sok z marchwi (piłam taki ostatni raz będąc dzieckiem) oraz sałatki, soczewicę w sosie z kminu rzymskiego i warzywa w lekko pikantnym sosie w wyraźną nuta kminu. Właścicele byli zdziwieni widząc nas tam, praktycznie w samym środku dzielnicy mieszkalnej, mało turystów się tam zapuszcza. I my pewnie też byśmy jej nie znaleźli, gdyby nie to że uparcie szukałam piekarni chleba między blokami, którą polecił mi kierowca naszej wielbłądowej wycieczki. Za wszystko zapłaciliśmy 90 dirham czyli 7-8 funtów.




- Restauracja przy Boulevard du 20 Aout na przeciwko Agadir Cafe i niedaleko “pociągu”, zaraz przy wyjściu z plaży i praktycznie przy głównej drodze za budynkiem McDonalds.
Po przejażdżce białym pociągiem w około Agadir, trochę zgłodnieliśmy. Nie miałam ochoty na żadne fast-foody, ale chodził za Mną tajine. Wybraliśmy restaurację najbliższą z ofertą 130 dirham za tajine dla dwóch osób (1,5 kg), butelką wody, butelką coca-coli i świeżymi owocami, do tego zamiast frytek bagietka – bo nie ma nic lepszego niż maczanie bułki w pysznym sosie z tajine! Serdecznie polecam miejsce, na prawdę warto spróbować tajine – mamy do wyboru wołowinę i kurczaka i jeśli się nie mylę również baraninę. Restauracja znajduje się zaraz obok tej z wizerunkiem Charlie Chaplina :)



- Snack La Place, Marakesz (na głównym rynku w Marakeszu, zaraz przy stoiskach z sokiem z pomarańczy)
Marakesz to piękne miasto, ale też trochę tłoczne a głóny rynek w takim ukropie po prostu śmierdzi. Lokalni mówili, że 37 C w cieniu to jeszcze nie lato i ku mojemu zdziwieniu na prawdę świetnie radzili sobie z upałem, który Mnie wykańczał. Wydawało mi się, że płonę od słońca. Do Marakeszu przjechaliśmy z przewodnikiem z Tarik Tourism, który najpierw oprowadził nas po rynku a później zabral do knajpki, z której My szybko uciekliśmy w poszukiwaniu czegoś innego (dlaczego? o tym w osobnym poście dotyczącym Marakeszu). Trafiliśmy do Snack La Palace po przejściu kilku innych i oglądnięciu menu, moją uwagę zwrócił kuskus z kurczakiem, który jadła tam dziewczyna i taki sam też zamówiłam dla Siebie. Połówek postawił na mix mięsny, do tego zimna woda i bułki i oliwki. Za wszystko zapłaciliśmy 80 dirham czyli 6-7 funtów. To było smaczne wybawienie od upału i chwila na odpoczynek!




CZEGO NIE POLECAM? Tour de Babel (Bouleverd Hassan II, Agadir). Myślałam, że raczej nie będę miała okazji narzekać na żadną restaurację skoro wybieraliśmy tylko takie w miarę lokalne, nie turystyczne. Tą wybraliśmy tylko dlatego, że Połówek chciał koniecznie spróbować bastilla (pastilla) którą w normalnej kawiarni/cukierni musisz zamówić z 24h wyprzedzeniem, ta restauracja jako jedyna serwowała ją od razu. Weszliśmy więc po zapewnieniach kelnera, że na pewno bastillę dostaniemy. Ja nie byłam przekonana, więc zdecydowałam się na tajine z mięsem mielonym wołowym w sosie pomidorowym z wbitym jajkiem. Połówek zamówił bastillę. Po 10 minutach kelner wrócił i stwierdził, że jednak bastilla na dziś się skończyła i nie możemy jej zamówić – choć jeszcze chwilę temu zapewniał nas, że jest na pewno! Trochę Mnie to zdenerwowało, no ale co zrobić moje zamówienie było już w trakcie robienia więc Połówek zdecydował się na mix grill – który okazał się totalnym rozczarowaniem, 2 drobne szaszłyki po kawałku mięsa na każdym a porcje na talerzu opłakane za cenę 75dirham – to dość sporo, porównując inne restauracje i porcje w zestawie mix grill. Moje zamówienie nie było lepsze – do tej pory tajine był na tyle sycący, że nie musiałam nic domawiać w tym przypadku po zjedzeniu nie byłam do końca najedzona a brzuch bolał mnie przez resztę wieczoru. W oryginale miałam dostać mięsne kulki a w rzeczywistości dostałam miniaturowe mięsne kawałki. Jakość mięsa w obu daniach pozostawiała wiele do życzenia. Choć na zdjęciu wszystko wygląda zachęcając w rzeczywistości nie było smaczne więc to pierwszy i ostatni raz w tej restauracji – za cały posiłek zapłaciliśmy 140 dirham.


Mam nadzieję, że dotrwaliście do końca i nie zanudziłam Was tymi relacjami za bardzo :) W planach jeszcze kilka innych postów, więc jeśli macie ochotę na więcej to zapraszam również na fejsbukowego fanpejdża , gdzie wrzucałam zdjęcia bezpośrednio w czasie pobytu w Maroku a które na blogu nie miały okazji się pojawić.