Muffinkowe ciasto z truskawkami.

Każdy chyba zna to uczucie nagłej chęci na coś słodkiego! Zazwyczaj przychodzi niespodziewanie i uparcie ciągnie się za Tobą przez długie godziny do momentu, aż nie znajdziemy czegoś w szafce z czego postanie zaspokajająca pragnienie cukru słodycz :) Tym razem padło na muffinkowe ciasto z truskawkami, mocno owocowe, lekkie i wilgotne – niebo w gębie. Przepis pochodzi z bloga “Smakowite” (z moją lekką modyfikacją – dodaniem cukru z wanilią).

muffinkowe ciasto truskawkoweMuffinkowe ciasto z truskawkami

Składniki

  • 220 g mąki pszennej
  • 60 g cukru trzcinowego
  • 20 g cukru z prawdziwą wanilią
  • 70 g roztopionego i wystudzonego masła
  • 3/4 szklanki mleka
  • 2 jajka
  • 1 czubata łyżeczka proszku do pieczenia
  • kilka pokrojonych w ćwiartki truskawek
  • kilka kropli ekstraktu waniliowego

Sposób przygotowania:

Postępujemy tak samo jak w przypadku zwykłych muffinów. W jednej misce mieszamy suche składniki: mąkę, cukier i proszek do pieczenia. W drugiej mokre: olej lub masło, mleko i jajka. Mokre składniki można wymieszać przy pomocy miksera. Następnie dodajemy mokre składniki do suchych i mieszamy szybko łyżką do połączenia składników. Gotową masę wlewamy do keksówki, na górze układamy truskawki. Ciasto pieczemy w temperaturze 170 stopni (160 bez termmobiegu, elektryczny) przez 60 minut, do tzw. suchego patyczka. Najlepiej po ok. godzinie sprawdzić patyczkiem, czy ciasto jest już w środku suche i jeśli nie, zapiekać dalej zmniejszając lekko temperaturę.

ciasto truskawkowe

Rady dla wybierających się do Maroka na podstawie Agadir.

Godzinę siedziałam wpatrując się w pusty edytor tekstu, zanim cokolwiek przyszło mi do głowy! A przecież będąc jeszcze w Maroku miałam posty praktycznie napisane w głowie a teraz taka czarna dziura. Może to efekt post-holiday blues który dopada sporą ilość osób po powrocie z wakacji? Sama nie wiem.

Chciałabym Wam opowiedzieć ogólnikowo o Agadir i podzielić się kilkoma radami, może komuś kto wybiera się do Maroka przydadzą się ceny poszczególnych usług, co warto zobaczyć, kupić a czego się wystrzegać i takie tam inne triki :) Byliśmy w Maroku po raz pierwszy, więc wiadomo człowiek wszystkiego się uczy. Wróciłam bogatsza o nowe doświadczenia i wrażenia a to czego się nauczyłam na pewno wykorzystam w przypadku kolejnych podróży! I powiem Wam, że to chyba uzależnia – chętnie bym podróżowała jak najczęściej się da!

Nie mówię, że jestem guru w temacie podróżowania i moje rady są przedstawione z mojego punktu widzenia – każdy ma inne oczekiwania, więc jeśli ktoś był już w Maroku, chętnie dowiem się czegoś nowego.

Transfer z lotniska – nie rezerwowaliśmy niczego przez internet przed wylotem, postawiliśmy na lokalny transport. Białe taksówki czekają przed lotniskiem praktycznie cały dzień, więc z dojazdem do miasta nie ma problemu a taksówkarze znają praktycznie każdy hotel i dowiozą nas na miejsce bez problemu. Po wyjściu z lotniska kierujcie się bezpośrednio do taksówkarzy (pośrednicy przed wyjściem z lotniska za doprowadzenie was do taksówki będą domagać się pieniędzy), i co najważniejsze TARGUJCIE SIĘ o cenę – zazwyczaj jest to 200 dirham, ale wszystko można (a nawet trzeba) negocjować! Jeśli macie możliwość to znajdzcie więcej osób do jednej taksówki i razem negocjujcie cenę – my znaleźliśmy młodą parę londyńczyków i razem zapłaciliśmy po 150 dirham za dwie osoby, czyli 300 dirham za całą taksówkę. Oszczędziliśmy tym samym 50 dirham.

DSC_0013

Transport po Agadir (petit taxi) – są to mniejsze samochody niż białe (grand) taxi, poruszają się zazwyczaj tylko w Agadir i są koloru czerwonego. Korzystaliśmy z nich kilka razy i zawsze pytaliśmy kierowcę o taksometr. Jeśli nie ma go włączonego lub mówi, że nie działa – szukajcie dalej aż znajdziecie taksówkę z działającym taksometrem! Zazwyczaj cena za przejazd bez włączonego taksometru to 20 dirham, nawet do miejsca dość blisko położonego a cena z włączonym urządzeniem jest niekiedy o połowę mniejsza. Nie dajcie się nabić w butelkę, bo kierowcy zazwyczaj na turystach zarabiają, przy czym lokalni ludzie jeżdżą tylko z włączonym taksometrem.

petit taxi agadir

Supermarket Marjane – jest to typowo marokańska sieć supermarketów, gdzie polecam Wam zrobić drobne zakupy. Nie dajcie się naciągnąć na sklepy przy hotelach, gdzie cen praktycznie nie ma na produktach, a jeśli już się o nią zapytacie okaże się większa niż w rzeczywistości jest. Dla porównania coca-colaz ceną 10 dirham w przy hotelowym sklepie kosztuje 11-12 dirham a w supermarkecie 8 dirham. Są też stoiska z przyprawami, które sami sobie nabieracie i ceny za kilogram są takie jak ceny w Souk (markecie) za 100 gram, więc zanim wybierzecie się na łowy na pobliski souk, odwiedźcie Marjane dla porównania cen. Sama kupiłam tam kilka przypraw, ceramiczne pamiątki, cytryny w zalewie do tajine, marmoladę daktylową, marmoladę z fig, marynaty do mięs i kilka rzeczy które zjadaliśmy na bieżąco – przekąski, bułki, wędliny, owoce i napoje :) Sklep bez problemu zlokalizujecie na mapie, jeśli lubcie wędrówki możecie spokojnie dojść tam pieszo albo wziąść taksówkę (z działającym taksometrem!!!)

marjane, agadir

Marakesz (zdjęcia).

Miałam nie robić osobnego wpisu o Marakeszu, żeby Was nie zanudzić swoimi opowieściami, ale obiecałam Shinju że wrzucę zdjęcia z Marakeszu więc nie odpuszczam i jeszcze przez jakiś czas będę Was Marokiem zadręczać :)

Ogólne wrażenie po wizycie w Marakeszu – piękne miasto, choć pewnie późnym popołudniem łatwiej byłoby się w nim poruszać. My przyjechaliśmy około 10, trafiliśmy w największy upał gdzie w cieniu temperatura sięgała 37 C, nie mam pojęcia ile było w słońcu, ale poruszając się po głównym rynku miałam wrażenie, że moja skóra płonie – dosłownie! Uwielbiam słońce i zawsze wykorzystam okazję, żeby się troszkę podsmażyć, ale nawet i dla Mnie to było zdecydowanie za dużo :) I zapach na głównym rynku był nie do zniesienia – pełno zwierząt, od małp, przez konie po węże, niósł za sobą fetor okropny gdziekolwiek się poszło. Chwilę wytchnienia złapałam w cieniu Souk (market) gdzie można było odpocząć od palącego słońca i smrodku :)

Mała uwaga – jeśli korzystacie z biura oferującego przejazd do Marakeszu, gdzie na miejscu przewodnik oprowadzi Was po ważniejszych zabytkach, nigdy na końcu nie idźcie do restauracji którą Wam poleci. Nasz upierał się, że to prawdziwa marokańska restauracja, gdzie nie jadają turyści a gdy w końcu nas tam zaprowadził okazało się zupełnie odwrotnie – restauracja typowo nastawiona na turystów a w dodatku tak droga (180 dirham na głowę za tajine i napój, plus owoce i sałatka – za to samo zapłaciliśmy 130 na dwie osoby w innej przydrożnej knajpce). My szybko się zmyliśmy, ale inni dali się złapać, choć później bardzo tego żałowali :) Jeśli czujecie się w miarę okej z angielskim/francuskim/arabskim to nie polecam Wam brać wycieczek oferowanych na miejscu przez Itakę – z naszego hotelu pojechało sporo polaków, za cenę 1400 dirham na głowę i praktycznie cały czas w Marakeszu się z nimi spotykaliśmy :) Później okazało się, że sporo przepłacili bo inne biura oferowały ceny dużo niższe za to samo ( w naszym przypadku 700 dirham za dwie osoby). Pojechaliśmy tam z myślą o chodzeniu i jedzeniu na własną rękę i wcale się nie zawiedliśmy!

DSC_0365W drodze do Marakeszu. Domy w których mieszka spora część Marokańczyków na wsiach.

DSC_0381Przedmieścia Marakeszu…

DSC_0386Sprzedawca arbuzów.

DSC_0401Mimo ogromnego upału, piękne zielone parki!

DSC_0433W drodze na Souk…

DSC_0450Pałac Bahia w Marakeszu i pomarańcze na każdym drzewie!

DSC_0493Stoisko z daktylami! Gdybym miała jak, pewnie połowę bym wykupiła :)

DSC_0499Piękne ręcznie wykonane lampy!

DSC_0502Stoisko z marokańskimi słodyczami w Marakeszu

DSC_0528Część rynku w Marakeszu

DSC_0539Zaklincze węży. Za cholerę nie podeszłam bliżej :D

DSC_0543Sprzedawcy oliwek i cytryn (Souk)

DSC_0545Sok ze świeżych pomrańczy na wyciągnięcie ręki (4 dirham)

DSC_0551I na zakończenie wycieczki…..słodycze!

Gdzie warto zjeść (i czego unikać) w Agadir, Maroko? cz II.

Postanowiłam podzielić posty na dwie części. Po przejrzeniu pierwszej doszłam do wniosku, że jednak jest dość obszerna i dodanie kolejnych podpuntków zrobiłoby z tego  rozwlekły post :) Właśnie zauważyłam, że sporo w tamtym poście jest grillowanych potraw, w tym już troszkę bardziej tradycyjnie – tajine i kuskus! I w większości z tych miejsc nie podaje się sztućców :) wszystko je się za pomocą palców i świeżej bagietki, którą zazywczaj macza się w sosie! Pojawi się też restauracja z Marakeszu, do której wpadliśmy po całym dniu w ukropie i piekącym słońcu, temperatura w cieniu wynosiła 37 C a w słońcu było powyżej 40 C – nawet dla takiego fana słońca jak Ja, to było troszkę za dużo :)

  • Knajpka w głębi Agadir, niedaleko szpitala Ben Serkaou i meczetu Tassoqte (Bloc 1, No 40 Q.I Batoir, Agadir)

Ciężko oznaczyć mi miejsce na mapie i znaleźć konkretną ulicę, bo takiej tam niestety nie ma :) Nazwy wcięło i pewnie w rzeczywistości ich tam też nie ma. Knajpka znajduje się w głębi Agadir, odwiedziliśmy ją w drodze powrotnej z przejażdżki na wielbłądach (która dla Mnie skończyła się w połowie drogi, wielbłądy to nie dla Mnie). Przejdźmy do jedzenia – w ukrytej knajpce pracuje rodzina, każdego dnia gotuje się co innego, więc menu również nie istnieje – ceny uzgadnia się na wejściu. Ja wzięłam tajine z kurczakiem i oliwkami a Połówek tajine z figami i wołowiną – pyszne, tradycyjne danie, do tego dostaliśmy świeżo wyciśnięty sok z marchwi (piłam taki ostatni raz będąc dzieckiem) oraz sałatki, soczewicę w sosie z kminu rzymskiego i warzywa w lekko pikantnym sosie w wyraźną nuta kminu. Właścicele byli zdziwieni widząc nas tam, praktycznie w samym środku dzielnicy mieszkalnej, mało turystów się tam zapuszcza. I my pewnie też byśmy jej nie znaleźli, gdyby nie to że uparcie szukałam piekarni chleba między blokami, którą polecił mi kierowca naszej wielbłądowej wycieczki. Za wszystko zapłaciliśmy 90 dirham czyli 7-8 funtów.

restauracja agadir, maroko

gdzie zjeść w agadir

tajine z kurczakiem i oliwkami

tajine z wołowiną i figami

  • Restauracja przy Boulevard du 20 Aout na przeciwko Agadir Cafe i niedaleko “pociągu”, zaraz przy wyjściu z plaży i praktycznie przy głównej drodze za budynkiem McDonalds.

Po przejażdżce białym pociągiem w około Agadir, trochę zgłodnieliśmy. Nie miałam ochoty na żadne fast-foody, ale chodził za Mną tajine. Wybraliśmy restaurację najbliższą z ofertą 130 dirham za tajine dla dwóch osób (1,5 kg), butelką wody, butelką coca-coli i świeżymi owocami, do tego zamiast frytek bagietka – bo nie ma nic lepszego niż maczanie bułki w pysznym sosie z tajine! Serdecznie polecam miejsce, na prawdę warto spróbować tajine – mamy do wyboru wołowinę i kurczaka i jeśli się nie mylę również baraninę. Restauracja znajduje się zaraz obok tej z wizerunkiem Charlie Chaplina :)

tajine agadir

tajine agadir

tajine

  • Snack La Place, Marakesz  (na głównym rynku w Marakeszu, zaraz przy stoiskach z sokiem z pomarańczy)

Marakesz to piękne miasto, ale też trochę tłoczne a głóny rynek w takim ukropie po prostu śmierdzi. Lokalni mówili, że 37 C w cieniu to jeszcze nie lato i ku mojemu zdziwieniu na prawdę świetnie radzili sobie z upałem, który Mnie wykańczał. Wydawało mi się, że płonę od słońca. Do Marakeszu przjechaliśmy z przewodnikiem z Tarik Tourism, który najpierw oprowadził nas po rynku a później zabral do knajpki, z której My szybko uciekliśmy w poszukiwaniu czegoś innego (dlaczego? o tym w osobnym poście dotyczącym Marakeszu). Trafiliśmy do Snack La Palace po przejściu kilku innych i oglądnięciu menu, moją uwagę zwrócił kuskus z kurczakiem, który jadła tam dziewczyna i taki sam też zamówiłam dla Siebie. Połówek postawił na mix mięsny, do tego zimna woda i bułki i oliwki. Za wszystko zapłaciliśmy 80 dirham czyli 6-7 funtów. To było smaczne wybawienie od upału i chwila na odpoczynek!

snack la place

kuskus

mix meat

mix meat

CZEGO NIE POLECAM?  Tour de Babel (Bouleverd Hassan II, Agadir). Myślałam, że raczej nie będę miała okazji narzekać na żadną restaurację skoro wybieraliśmy tylko takie w miarę lokalne, nie turystyczne. Tą wybraliśmy tylko dlatego, że Połówek chciał koniecznie spróbować bastilla (pastilla) którą w normalnej kawiarni/cukierni musisz zamówić z 24h wyprzedzeniem, ta restauracja jako jedyna serwowała ją od razu. Weszliśmy więc po zapewnieniach kelnera, że na pewno bastillę dostaniemy. Ja nie byłam przekonana, więc zdecydowałam się na tajine z mięsem mielonym wołowym w sosie pomidorowym z wbitym jajkiem. Połówek zamówił bastillę. Po 10 minutach kelner wrócił i stwierdził, że jednak bastilla na dziś się skończyła i nie możemy jej zamówić – choć jeszcze chwilę temu zapewniał nas, że jest na pewno! Trochę Mnie to zdenerwowało, no ale co zrobić moje zamówienie było już w trakcie robienia więc Połówek zdecydował się na mix grill – który okazał się totalnym rozczarowaniem, 2 drobne szaszłyki po kawałku mięsa na każdym a porcje na talerzu opłakane za cenę 75dirham – to dość sporo, porównując inne restauracje i porcje w zestawie mix grill. Moje zamówienie nie było lepsze – do tej pory tajine był na tyle sycący, że nie musiałam nic domawiać w tym przypadku po zjedzeniu nie byłam do końca najedzona a brzuch bolał mnie przez resztę wieczoru. W oryginale miałam dostać mięsne kulki a w rzeczywistości dostałam miniaturowe mięsne kawałki. Jakość mięsa w obu daniach pozostawiała wiele do życzenia. Choć na zdjęciu wszystko wygląda zachęcając w rzeczywistości nie było smaczne więc to pierwszy i ostatni raz w tej restauracji – za cały posiłek zapłaciliśmy 140 dirham.

nie polecam tour de babel

DSC_0572

Mam nadzieję, że dotrwaliście do końca i nie zanudziłam Was tymi relacjami za bardzo :) W planach jeszcze kilka innych postów, więc jeśli macie ochotę na więcej to zapraszam również na fejsbukowego fanpejdża , gdzie wrzucałam zdjęcia bezpośrednio w czasie pobytu w Maroku a które na blogu nie miały okazji się pojawić.

Gdzie warto zjeść w Agadir, Maroko? cz I.

Wychodzę z założenia, że jeśli mogę – wolę jeść w miejscach gdzie jedzą lokalni ludzie i tak też było w Maroku. Restauracje nastawione na turystów staram się omijać w miarę możliwości. Może i mylne mam odczucie, ale myślę że tam gdzie jedzą lokalni ludzie można dostać coś na prawdę pysznego i na pewno nie wcisną Nam byle czego pod postacią “lokalnych przysmaków” i są zazwyczaj dużo tańsze niżeli takie nastawione na turystę. Takim też moim własnym założeniem się kierowałam i ani trochę Mnie nie zawiodło :) Dlatego zachęcam Was, jeśli macie możliwość – zapuszczajcie się w mało turystyczne rejony, na ile czujecie się pewnie! Marokańczycy są bardzo przyjaźnie nastawieni, a jeszcze lepiej jeśli zanacie troszkę arabski, będą bardzo mile zaskoczeni i tak jak w moim przypadku, bywało zabawnie :)

  • La Grillardiere, Agadir (obok hotelu Tivoli  - adres)

Podają bardzo smaczne grillowane mięso oraz kanapki z mięsem dowolnie wybranym przez Nas. Do tego na przystawkę oliwki, masło i świeże bagietki(nie doliczane do rachunku). Zamówiliśmy mix grill i kanapkę z lekko pikantnymi kiełbaskami, do tego moja ulubiona Orangina w zestawie mix grill jest do wyboru sos – serowy, pieprzowy lud grzybowy (mój wybór), sałata z pomidorem, frytki lub ryż oraz fasolka szparagowa z marchewką (pychota!!!) do kanapki mamy frytki. Za wszystko zapłaciliśmy 164 dirham czyli 12-13 funtów – cena bardzo przystępna. Był to nasz pierwszy wybór na początku na pobytu i na pewno nie ostatni jeśli jeszcze będę miała okazję być w Maroku – restauracja jest zawsze pełna, sporo marokańczyków, kilku turystów. Kelnerzy bardzo sprawnie się ze wszystkim uwijają, nie czeka się długo na zamówione jedzenie. W ofercie oprócz tego mają normalny fast-food i pizzę. Wiem, że mają też lokal w Fes, Meknes, Casablance i Marakeszu więc jeśli będziecie w którymś z tych miejsc to na prawdę warto się tam wybrać! My wyszliśmy bardzo zadowoleni i gdyby nie to, że obiecaliśmy sobie jeść w jak największej ilości knajpek żeby spróbować czegoś bardziej lokalnego – pewnie byśmy tam wrócili!

le grillardier agadir

DSC_0125

DSC_0126

mix grill agadir maroko

kanapka agadir

  • Poulet Razane, Agadir (wzdłuż ulicy Avenue du 29 Fevrier – naprzeciwko meczetu Mohamed V)

Jest to mała restauracyjka położona naprzeciwko okazałego meczetu Mohameda V. Pełna marokańczyków, czasem wpadnie jakiś turysta ale to chyba nie często bo jest położona w mało turystycznej dzielnicy a My odkryliśmy ją wracając z pobliskiego super marketu. Serwują wszelkiego rodzaju potrawy z kurczaka, shawarma i grillowane szaszłyki z mięsa tj. wołowina, baranina czy indyk, są też różnego rodzaju chleby i naleśniki z dodatkami typu amlou, miód, ser. Można również zamówić zupę Harira i bourek (kefta – z mięsa baraniego). Ja zdecydowałam się na harirę na przystawkę, grillowane szaszłyki z indyka na grillowanych pomidorach i cebuli, do tego dostałam mix wszystkiego na talerzu – od makaron przez ryż, ziemniaki i buraki, kończąc na frytkach i sałatce warzywnej – wszystko po trochu i bardzo smacznie! Połówek zamówił shawarmę, choc zanim się obejrzałam została zjedzona i zdjęcia nie zdążyłam niestety zrobić. Jako napój – coca cola w szklanej butelce (mam sentyment do szklanych butelek coli). Za cały posiłek zapłaciliśmy 70 dirham czyli około 6-7 funtów- pyszne jedzenie za bardzo małe pieniądze. Obsługa bardzo sympatyczna i wszystko podane jest bardzo szybko! Standardowo na początek oliwki i świeża bagietka!

poulet razane agadir

DSC_0812

  • Restauracja obok Poulet Razane, bez żadnej konkretnej nazwy, Agadir.

Przyszliśmy tutaj dosłownie za zapachem :) Grillowane mięso i tagine tak pięknie pachniał z odległości, że  nie mogliśmy się oprzeć i po przejrzeniu menu postanowiliśmy wrócić tam następnego dnia. I tak zrobiliśmy, chociaż musieliśmy czekać na jakikolwiek wolny stolik – było zapchane po brzegi, za Nami przyszła jeszcze inna para turystów, trochę nie pewnie pytali nas o jedzenie, czy smakuje i w końcu usiedli gdzieś niedaleko. Ja zamówiłam tym razem Harirę – do tego dostałam daktyle, jajko i marokańckie słodycze oraz bourek z rybą i makaronem vermicelli a Połówek zdecydował się na mieszankę grillowanych mięs. Oliwki i świeża bagietka – standardowo. Do tego zdecydowaliśmy się na wodę – za całość zapłaciliśmy 75 dirham czyli 6-7 funtów. Warte polecenia miejsce, z miłą jak w większości restauracji obsługą, szybkim podaniem i miłą atmosferą!

agadir restauracja

harira agadir

daktyle maroko

mix grill agadir

C.D.N

Maroko część 1 (bardzo mała fotorelacja)

Więc od czego by tu zacząć? Wróciłam z Maroka, choć pewnie gdybym miała możliwość, zostałabym tam dłużej! Przepiękne miejsce, pełne niesamowitych smaków marokańskiej kuchni i aromatów przypraw wydobywających się z lokalnych marketów “Souk” (po arabsku, po prostu “market”). Myślę, jak podzielić posty żeby nie stały się zbyt nudne i monotonne, nie chcę też żeby opierały się na samych zdjęciach, bo są miejsca i rady którymi chcę się z Wami podzielić i mam nadzieję, że przydadzą się każdemu wybierającemu się do Maroka. Chciałabym opisać hotel w którym się zatrzymaliśmy i jak rezerwowałam wakacje. Jeśli macie jakieś konkretne pytania, piszcie w komentarzach lub bezpośrednio na skrzynkę mailową, chętnie w miarę możliwości odpowiem! Zabieram się za pisanie postów, postaram się nie przeciągać tego w czasie zbyt mocno. Życzę Wam udanej niedzieli i wrzucam kilka zdjęć :)

widok z samolotuwidok z samolotuagadirkoty w Agadirle tivoli hotelobrazy Agadiragadir airport, lotnisko agadirprzyprawy agadir, marokomarokoagadir marokomarakesz market

Postaram się znaleźć gdzie mapę Agadir i zaznaczyć na niej miejsca gdzie warto się wybrać!

Bananowe crumble

Banany lubi Połówek, ja w wersji takiej zwykłej, owocowej – zjem, ale bez szału :) Więc wpadłam na kompromisowe rozwiązanie – zrobię bananowe crumble!  Był to pierwszy raz z crumble i na pewno nie ostatni, muszę koniecznie wypróbować inne owoce.

bananowe crumble

BANANOWE CRUMBLE

Składniki:

  • 100 g masła
  • 50 g brązowego cukru
  • 5 bananów
  • 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
  • 150 g mąki
  • 75 g drobnego cukru do wypieków (ang. caster sugar)

Sposób przygotowania:

Rozgrzewamy piekarnik do 200 C. Banany kroimy w plasterki. W garnku rozpuszczamy 1/4  masła z cukre. Dodajemy pokrojone banany i ekstrakt waniliowy, gotujemy przez 3-4 minuty, aż banany zmiękną. Gotowy miks bananowy rozkładamy do 4 ramekinów lub jednego dużego naczynia żaroodpornego. W oddzielnej misce mieszamy mąkę z cukrem do wypieków. Dodajemy masło i rękami wyrabiamy kruszonkę. Posypujemy gotową kruszonką banany i zapiekamy przez 30-35 minut aż wierzch będzie lekko złoty. Przed podaniem pozostawić do ostygnięcia.

bananowe crumble

bananowe crumble

Lecimy do Maroka, i co dalej? Post przed-podróżniczy.

Co warto wiedzieć przed wylotem do Maroka? Zebrałam kilka przydatnych informacji, które pochodzą z dwóch zakupionych przeze Mnie przewodników i stron które przeglądałam w poszukiwaniu wskazówek :) Są to pytania na które sama szukałam odpowiedzi, więc mam nadzieję że i Wam się przydadzą…

Wymagania wizowe? Mieszkańcy PL nie potrzebują wizy na wjazd do Maroka, muszą natomiast posiadać paszport ważny przez 6 miesięcy od momentu przekroczenia granicy kraju. Pojawiają się opinie na kilku forach, że osoby posiadające pieczątkę wjazdu/wyjazdu z Izraela mogą mieć problem z dostaniem się do Maroka – podobno (choć nie wiem w ilu procentach  jest to potwierdzone) na lotnisku może okazać się, że odmówią Wam wjazdu do kraju. Wyczytałam to już na kilku forach, zarówno PL jak i UK, więc pewnie jakieś ziarnko prawdy w tym jest.

Wynajęcie samochodu? Według FVA żeby wynająć samochód w Maroku potrzebne będzie międzynarodowe prawo jazdy – nie wiem jak jest z PL prawem jazdy, ale myślę że będzie uznawane jako międzynarodowe i nie będzie problemu z wypożyczeniem samochodu.

Wtyczki do gniazdek? Europejskie.

Jaka jest waluta Maroka? Dirham (w skrócie DH lub MAD). Od jakiegoś czasu można przywieźć ze sobą maksymalnie 1,000 dirham (dawniej najprawdopodobniej były jakieś restrykcje dotyczące wymiany waluty na markoańską poza granicami kraju). Generalnie nie ma problemu z wymianą waluty w bankach,  na lotniskach czy w autoryzowanych kantorach – należy zwrócić dużą uwagę gdzie wymieniamy pieniądze. Odradza się wymianę na lokalnych marketach za “atrakcyjną cenę”, gdyż często są to fałszywe pieniądze a złapany z takimi pieniędzmi obcokrajowiec może spodziewać się surowego wyroku. Zawsze trzeba zabrać ze sobą paragon, który powinniśmy trzymać aż do momentu wylotu z kraju – da nam to możliwość ewentualnej zamiany dirham na naszą walutę.

Robienie zdjęć? Dobrze mieć na uwadze wyjeżdżając do Maroka, że pewne budynki tj. policja, sądy, zapory wodne i obiekty wojskowe nie mogą być fotografowane. Jeśli chcemy zrobić zdjęcie osobie, należny najpierw zapytać o pozwolenie, szczególnie jeśli chodzi o kobiety. Może się okazać, że fotografowana osoba zażąda zapłaty, jest to zazwyczaj min. 5 DH. Szczególną ostrożność należy zachować podczas fotografowania ludzi występujących na targu Jemaa el Fna w Marakeszu – lepiej wcześniej uzgodnić cenę zdjęcia, może się okazać że później będą domagać się zapłaty. Pod żadnym pozorem nie wolno fotografować religijnych czynności wykonywanych przez marokańczyków – chyba, że wcześniej zostanie to z daną osobą uzgodnione, jest to uznawane za naruszanie prywatności.

Fałszywi przewodnicy - to prawdziwa plaga w Maroku od ponad wieku. Wystrzegajmy się ludzi, którzy nie są licencjonowanymi przewodnikami i oferują nam tanie – hotele, wycieczki czy podwóz, lepiej zapytać w hotelu lub w specjalnych ośrodkach organizujących wycieczki po Maroku o kogoś kto posiada licencję. Rząd kraju stara się walczyć z tym procederem.

Transfer z lotniska. Można zadbać o to jeszcze przed wylotem lub skorzystać z licencjonowanych taksówek, autobusów na lotnisku. Ceny podobno są dość niskie. My wybieramy drugą opcję – zobaczymy po powrocie jak się to sprawdzi :)

pakowanie

Co zabrać ze sobą do Maroka, czyli przegląd mojej walizki:

  • Lekka i jasna odzież, nakrycie głowy i okulary przeciwsłoneczne, wygodne i stosowne do obuwie jeśli mamy zamiar wybrać się na dłuższe wędrówki. Pamiętajmy o tym, że jest to kraj muzułmański więc wybierając się w miejsca mało rozwinięte turystycznie, powinniśmy być ubrani skromnie, nie wyzywająco – w przypadku kobiet, ramiona i kolana powinny być zakryte a w przypadku mężczyzn nie zaleca się paradowania bez koszulki i noszenia spodni krótszych niż do kolan. W większych miastach ludzie są bardziej przyzwyczajeni do turystów a sami marokańczycy są otwarci i tolerancyjni, więc raczej nie powinno być większych problemów z ubiorem o ile w centrum miasta nie będziemy paradować w kąpielówkach / bikini.
  • Kremy z filtrem, środki do opalania i balsamy po opalaniu + podstawowe kosmetyki. Zawsze lepiej mieć tego typu kosmetyki ze sobą i nie kupować niczego dwa razy drożej w sklepach przy plaży czy też marek które nie koniecznie są nam znane. Szczególną uwagę należy zwrócić na kremy dla dzieci, jeśli podróżujemy z pociechami.
  • Lekarstwa. Wiadomo jest to inny kraj, inny kontynent więc też inny klimat. Może się okazać, że będziemy borykać się z dolegliwościami żołądkowymi więc lepiej mieć przy sobie odpowiednie środki. Pamiętać trzeba, że jedynie woda butelkowa jest zdatna do bezpośredniego picia a wodę z kranu trzeba najpierw przegotować.
  • Dokumenty – paszport, prawo jazdy, bilety lotnicze, rezerwacje hotelowe i ewentualne ubezpieczenie podróżne jeśli takowe mamy wykupione.
  • Przełączka do gniazdka – jeśli lecimy z UK.
  • Ręcznik plażowy – w niektórych hotelach nie przewidują ręczników do zabrania ze sobą na plażę, więc warto ubezpieczyć się w swoje własne.

agadir_sightseeingźródło: google

Jeśli ktoś wybiera się do Maroka w czasie Ramadanu (postu), możecie przeczytać humorystycznie napisany post dotyczący “Do’s and dont’s” (czyli co robić, czego nie robić) na  blogu  “Life in Marrakesh”.

Grillowany kurczak tikka masala

Kuchnia indyjska jest bardzo mile widziana u Mnie na stole :) Ja lubię i Połówek też nie pogardzi, więc od czasu do czasu jakieś curry czy coś w tym guście u nas ląduje! Wiadomo, że kuchnia indyjska jest znana ze swoich aromatów – więc przygotujcie się na obłędny aromat kurczaka w całym domu! Jeśli macie akurat pod ręką grilla i pogoda dopisuje – polecam wrzucić go na ruszt zamiast robić w piekarniku :)

DSC_1901

GRILLOWANY KURCZAK TIKKA MASALA (przepis: Tasty Appetite)

Składniki:

  •  2 piersi z kurczaka

Na pierwszą marynatę:

  • 2 łyżeczki pasty imbirowej
  • 1 łyżeczka pasty czosnkowej
  • 3/4 łyżeczki chilli w proszku
  • 1 łyżeczka soku z cytryny

Na drugą marynatę:

  • 3-4 łyżki oleju
  • 2 łyżki mąki – gram flour (mąka z ciecierzycy – można zasąpić inną)
  • garść nasion adżwanu (co to takiego? klik)(można pominąć).
  • 1 niepełna szklanka jogurtu naturalnego
  • 1 łyżeczka chilli w proszku
  • 1 łyżeczka pasty imbirowej
  • 1/4 łyżeczki kurkumy
  • 1/4 łyżeczki przyprawy garam masala
  • sól do smaku (jeśli jest to konieczne)

Sposób przygotowania:

Pierś z kurczaka kroimy w grubą kostkę, przygotowujemy pierwszą marynatę poprzez połączenie wszystkich składników – pasty imbirowej, pasty czosnkowej, chilli w proszku, soku z cytryny i soli. W tak przygotowanej mieszance marynujemy kawałki kurczaka przez około 1-2 godziny. Na patelni rozgrzewamy 2 łyżeczki oleju, dodajemy nasiona adżwanu i mąkę gram, smażymy na bardzo małym ogniu przez kilka minut aż składniki utworzą jednolitą masę (trzeba uważać żeby mąka się nie spaliła). Następnie dodajemy mix mąki z przyprawą do jogurtu naturalnego, dorzucamy resztę składników na marynatę numer dwa – chilli, pastę imbirową, sól, kurkumę i przyprawę garam masala. Wszystko bardzo dokładnie mieszamy aż składniki się połączą. Dodajemy 1 łyżeczkę oleju i znowu mieszamy. Dodajemy do tego wcześniej zamarynowane w pierwszej marynacie kawałki kurczaka i marynujemy przez kolejne 2-3 godziny. Gotowego kurczaka nabijamy na bambusowe patyczki (można wcześniej namoczyć je w wodzie, żeby się nie spaliły) i grillujemy w piekarniku nagrzanym do 215 C przez 30-40 minut (aż kurczak będzie gotowy w środku i ładnie opieczony na zewnątrz).

kurczak tikka masala

Muffiny z truskawkami, białą czekoladą i kruszonką migdałową / Muffins with strawberries, white chocolate and almond crumble.

Zawsze w weekend mam więcej czasu i jak wpadnę w trans gotowania/pieczenia to ciężko Mnie z kuchni wyciągnąć. W pośpiechu podczas gotowania powstały muffiny. Nie od dziś wiadomo, że wypiek ten uzależnia bardzo i jak raz się je zrobi tak później będą się za nami ciągnąć przez dłuuugi czas. Mój ostatni muffinkowy wypiek pochodził z przepisu Nigelli na bananowe muffiny z kawałkami czekolady!  Tym razem sięgnęłam po przepis Doroty, która z kolei sięgnęła po przepis Ani :) Wszystko się udało, muffiny wyszły pyszne i puszyste, w przepisie wprowadziłam niewielkie modyfikacje.

muffiny muffins

Muffiny z truskawkami, białą czekoladą i kruszonką migdałową

Składniki (12-15 muffinek)

  • 2 szklanki mąki pszennej
  • 3/4 szklanki cukru kryształu wymieszanego z cukrem waniliowym
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 1/4 łyżeczki soli
  • 2 jajka
  • pół szklanki oleju
  • pół szklanki mleka
  • 200 g pokrojonych truskawek
  • 100 g pokrojonej białej czekolady

Na kruszonkę:

  • pół szklanki cukru brązowego
  • 100 g zmielonych na drobno migdałów
  • 30 g masła

Sposób przygotowania:

“W jednym naczyniu połączyć suche składniki: mąkę, cukier, proszek, sodę, sól. W drugim składniki mokre: jajka, mleko, olej. Wymieszane mokre składniki wlać do suchych i lekko wymieszać, tylko do połączenia się składników. Dodać truskawki i czekoladę wymieszać. Formę do muffinek wyłożyć papilotkami, wypełnić ciastem. Posypać kruszonką. Kruszonka: wszystkie skłądniki połączyć, rozcierać palcami. Piec około 25 minut w 190ºC (lub 160 C jeśli macie piekarnik bez termoobiegu, elektryczny). Podawać ostudzone.”

muffins muffiny

Muffins with strawberries, white chocolate and almond crumble

Ingredients (12-15 muffins)

  • 2 cups plain flour
  • 3/4 cup sugar (white and vanilla sugar mixed)
  • 1 tsp baking powder
  • 1/2 tsp bicarbonate of soda
  • 1/4 tsp salt
  • 2 eggs
  • 1/2 cup oil
  • 1/2 cup milk
  • 200 g strawberries, cut in pieces
  • 100-150 g white chocolate, chopped

Almond crumble

  • 1/2 cup demerara sugar
  • 100 g ground almonds
  • 30 g unsalted butter (in room temperature)

Method of preparation

In one bowl combine dry ingredients: flour, sugar, baking powder, salt, soda. In another bowl stir wet ingredients: eggs, oil, milk. Add the liquid ingredients to the dry ones and stir until combined. Fold in strawberries and chocolate. Line a muffin pan with paper muffin cases and fill each case with batter. Sprinkle each muffin with crumble. Crumble: combine together all the ingredients. Then, rub your fingers forming crumble. Bake for about 25 minutes at 190ºC (or 160 C in the oven without a fan). Leave to cool and serve.

muffins muffiny