“Green Valley” – Libanski sklep z zywnoscia w Londynie.

DSC_0851
W drodze powrotnej z Winter Wonderland w Hyde Parku zajrzelismy do “Green Valley” – libanskiego sklepu, ktory znajduje sie na Marble Arch. Zgodnie z informacjami ze storny internetowej – sklep powstal w 1986 roku w Londynie, obecnie jest jednym z najwiekszych i najlepiej zaopatrzonych sklepow z produktami z Libanu i krajow srodkowo-wschodnich. W 2012 roku obchodzili swoj 25 letni jubileusz :) Tyle z suchych faktow!

Lubie probowac roznych kuchnii, wiec frajde sprawilo mi przechadzanie sie miedzy polkami sklepowymi w poszukiwaniu czegos, co jeszcze u Mnie nie w kuchni nie goscilo. Tym razem nie skusilam sie na nic ekstrawaganckiego, postawilam na faszerowana papryke, salatke z mieta i ogorkiem i jeszcze cieply chlebek. W drodze do domu zjedlismy po tortilli – ja z miesem z kurczaka, Polowek z mieszanka baraniny i kurczaka – sporo miesa w srodku, pomidory i salata, ot nic nadzwyczajnego – poza tym, ze mieso bylo swieze i bardzo dobrze przyprawione a dodatki nie zabily jego smaku. Oprocz gotowych dan na wynos mozna dostac typowe “turkish delights” i swieze mieso. Nie skusilam sie na nic wiecej, chociaz przy okazji nastepnej wizyty chetnie wyprobuje baklave, ktora usmiechala sie do Mnie zza szklanej szyby :) Co bardzo mi sie podoba to sposob w jaki pakuja na wynos wszystko co zamowisz – w plastikowym pojemniku, szczelnie zamkniete i owiniete folia – mialam wiec pewnosc ze wszystko dowioze bezpiecznie do domu, bez zadnych niespodzianek. A plastikowe pojemniki sluza mi teraz za pudelko na lunch – czyli nic w przyrodzie nie ginie :)

DSC_0903
Na stronie internetowej znajdziecie obszerniejszy opis i wiecej zdjec (nie moglam niestety fotografowac we wnetrzu sklepu): Green Valley. Gdybyscie byli w Londynie, mozecie zajrzec na 36-37 Upper Berkley Street, London, W1H 5QF gdzie miesci sie Green Valley.

(Nie jest to wpis sponsorowany)

Winter Wonderland Hyde Park.

Wybieralam sie do Winter Wonderland juz od dluzszego czasu – wlasciwie odkad wiedzialam ze wreszcie pojawila sie w Hyde Parku :) No, ale jak to bywa w zyciu, zawsze cos musialo stanac mi na przeszkodzie. Az pewnego leniwego niedzielnego popoludnia moj Polowek zabral Mnie do “Zimowej Krainy”, ktora pewnie przez brak sniegu, malo byla zimowa :) Spedzilismy cale niedzielne popoludnie przechadzajac sie miedzy sklepikami i klimatycznymi restauracyjkami przy okazji probujac co nie co :) Udalo mi sie sprobowac pierwszy raz w zyciu pieczonych kasztanow i przyznam szczerze ze chyba je sobie przekoloryzowalam w glowie bo smak dla Mnie byl niemal identyczny jak pieczonych w ognisku ziemniakow. Jedlismy tez hiszpanskie churros z sosem czekoladowym – wedlug mnie byly za bardzo oleiste i nie do konca chrupiace (nie ma to jak domowe mniam…), nie moglam tez oprzec sie gotowanej kukurydzy z maslem i sola i nalesnikom z nutella i bananami a to wszystko uwiecznione goraca czekolada na sam koniec i przejazdzce na karuzeli, kotra bedziecie widziec na zdjeciu. Bardzo zaluje, ze nie udalo mi sie sprobowac lososia podwedzonego i grilowanego na ogniu i wegierskiego langosza. Skusilismy sie tez na wystawe rzezb lodowych, ale wedlug Mnie byla to strata pieniedzy – nie bylo oszalamiajacej ilosci rzezb wiec cale przejscie przez wystawe trwalo moze z 10 minut, jest to moze wieksza atrakcja dla dzieci :) Na pewno wybiore sie tam za rok w wiekszej grupie i poszaleje troche na wszystkich rollercoster’ach jakie beda dostepne :)

DSC_0617

DSC_0622

DSC_0656

DSC_0606

DSC_0664

DSC_0683

DSC_0694

DSC_0739

DSC_0751

DSC_0770

DSC_0737

DSC_0626

DSC_0665

A w drodze do domu przejechalismy przez centrum, zeby popstrykac troche fotek :)

DSC_0901

DSC_0876

DSC_0861

DSC_0823

Kebab/gyros z sosem czosnkowym.

Nie zniknęłam, choć tak by się mogło wydawać i sama przez chwilę też tak myślałam :) no, ale jak to w życiu bywa nie da się ciągnąć kilku srok za ogon, musiałam uporządkować miliony spraw. Nie wiem jaka będzie częstotliwość mojego pisania, ale mam nadzieję że mimo wszystko będziecie wpadać i korzystać z dobrodziejstw “Widelca”.
Kebab/gyros z sosem czosnkowym :]
  • 3 średnie udka z kurczaka
  • 1 mała kapusta pekińska 
  • 6 ogórków konserwowych
  • 3 ząbki czosnku
  • 80 ml śmietany (18%)
  • 8 pomidorków koktajlowych (cherry)
  • chlebek pita (4 sztuki) 
  • przyprawa do gyrosa  
  • olej do smażenia
Udka z kurczaka ugotować, kapustę pekińską umyć i poszatkować, ogórki konserwowe pokroić w drobną kostkę, pomidory pokroić w ćwiartki. Czosnek obrać i zetrzeć na tarce o najmniejszych oczkach, wymieszać z kilkoma łyżkami śmietany i doprawić do smaku według własnych preferencji. Z kurczaka zdjąć skórę i “obskubać” go z mięsa, następnie oskubane mięsko pokroić jeszcze na drobniejsze kawałki, polać łyżeczką oliwy z oliwek i posypać przyprawą kebab/gyros. Całość wrzucić na rozgrzaną patelnię i smażyć ok. 10 minut na małym ogniu. Do chlebków pita włożyć warstwami – ogórki, pomidory, sałatę, usmażonego kurczaka i polać sosem czosnkowym.
Enjoy your meal :]

Richmond upon Thames.

W poście, który otwierał przeniesienie mojego bloga z blogspotu na wordpress napisałam, że będę zamieszczać tu również informacje i zdjęcia o różnych częściach Londynu. W końcu jest to blog kulinarno-Londoznawczy :)

Na początek chciałabym Was zabrać do Richmond upon Thames, jest to okręg w Londynie znajdujący się w południowo-zachodniej części miasta. Formalnie częścią Wielkiego Londynu jest od 1965 roku. Richmond z dawnych czasów jest kojarzony przede wszystkim z rodziną królewską – Karol I ogrodził teren Richmond i utworzył na nim pole łowieckie, na którym obecnie znajduje się park Richmond Green (o parku będzie kiedy indziej, z dużą ilością zdjęć – w końcu jest to podobno największy park miejski w Europie, więc należy mu się osobny post).

Współczesne Richmond to przede wszystkim główna ulica ze sklepami, otwarte przestrzenie zielone, mnóstwo kafejek i restauracji oraz rzeka (na zdjęciach).

Najbardziej prestiżową częścią Londynu jest bez wątpienia Richmond Hill, gdzie mieszkały bądź nadal mieszkają “sławy” (Mick Jagger, Keith Richards) oraz mniej znani ludzie.  W tej części ceny mieszkań są niesamowicie wysokie.

W Richmond jestem dość często, niestety w porach rannych i zazwyczaj mam bardzo mało czasu, dlatego zdjęcia są tylko z perspektywy mostu, który łączy dwie części tego pięknego zakątka. Następnym razem postaram się zrobić ich więcej i zaktualizować obecną galerię. Póki co, ode mnie mogę dodać że Richmond to miejsce do którego warto zajrzeć, choćby posiedzieć nad rzeką i poobserwować wszędobylskie kaczki a przy odrobinie szczęścia w parku można pooglądać stada jeleni i uprawiającego ranny jogging Gordona Ramsaya :)